Siedemnastoletni Sebastian odkrywa, że potrafi przenikać przez materię. W opuszczonym szpitalu trafia na dziewczynę, która wie o jego mocy więcej, niż powinna.
Noc trzymała miasto w martwym uścisku. Sebastian szedł przez korytarz opuszczonego szpitala tak ostrożnie, jakby samo skrzypnięcie podeszwy mogło ściągnąć na niego czyjś wzrok. Tynk odpadał ze ścian płatami, szyby były pęknięte, a blade światło księżyca przeciskało się do środka w cienkich, zimnych smugach.
Jeszcze tydzień temu nie wszedłby do takiego miejsca za żadne pieniądze. Teraz to właśnie tu miał sprawdzić, czy zwariował, czy naprawdę coś się z nim dzieje.
Pierwszy raz poczuł to dwa tygodnie wcześniej. Najpierw mrowienie w palcach, potem nagłe, nieprzyjemne wrażenie, jakby świat na ułamek sekundy stracił gęstość. Gdy dotknął metalowej klamki, jego dłoń przeszła przez nią tak łatwo, jak przez zimne powietrze. Zamarł wtedy z sercem pod gardłem, wpatrując się w własną rękę, jakby należała do kogoś obcego.
Od tamtej pory zdarzało się to częściej. Ściany. Blat biurka. Krawędź szafki. Czasem wystarczył dotyk, czasem jedno nerwowe skupienie. Sebastian nie potrafił tego kontrolować, ale też nie potrafił już udawać, że nic się nie stało.
Najgorsza była kartka, którą znalazł rano na biurku.
„Nie jesteś jedyny. Oni już wiedzą.”
Bez podpisu. Bez wyjaśnienia. Tylko ten chłodny, pewny siebie ton, jakby ktoś stał tuż obok i widział więcej, niż powinien.
Sebastian nie powiedział o tym nikomu. W szkole uznaliby to za żart albo za objaw przemęczenia. A jednak ta kartka zaprowadziła go tutaj, do szpitala, gdzie podobno dawno już nie powinno nikogo być.
Wtedy usłyszał kroki.
Ciężkie. Spokojne. Coraz bliżej.
Zatrzymał się przy ścianie i wstrzymał oddech. Przez chwilę chciał uciec, ale coś w środku pchnęło go w inną stronę. Mrowienie wróciło gwałtownie, aż przeszył go dreszcz. Sebastian dotknął chłodnego tynku, zacisnął palce i spróbował skupić się na jednym, absurdalnym życzeniu: zniknąć.
Zgrzytnęło metalem.
Świat rozmazał się, jakby ktoś przeciągnął po nim mokrą dłonią. Sebastian poczuł krótkie szarpnięcie w żołądku, a potem nagłą pustkę pod stopami. Kiedy otworzył oczy, stał po drugiej stronie ściany.
Oddech uwiązł mu w gardle.
Nie zdążył nawet zrozumieć, co się właśnie stało, gdy zobaczył dziewczynę stojącą naprzeciwko. Była mniej więcej w jego wieku, miała czarną bluzę z kapturem i spojrzenie, które nie pasowało do jej spokojnej twarzy. W dłoni trzymała niewielkie urządzenie pulsujące bladym światłem.
Uśmiechnęła się krótko, bez cienia zaskoczenia.
Za ich plecami rozległ się łoskot uderzających o siebie drzwi. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę kolejnego przejścia, z którego sączył się coraz mocniejszy blask.