Przygoda w Światłoportalu

Nieśmiały Kacper na podwórku znajduje maleńką srebrną bramkę. Gdy jej dotyka, świat miga jak lampa, a chłopiec trafia w samo światło.

Pewnego słonecznego popołudnia siedmioletni Kacper bawił się na podwórku. Lubił udawać, że każda gałązka jest mieczem, a każdy kamyk tajnym skarbem. Tego dnia coś jednak naprawdę błysnęło w trawie.

Kacper przysiadł i odsunął źdźbła palcami. Między koniczynami stała maleńka srebrzysta bramka, tak niska, że mogłaby się schować w garści. Wyglądała jak stara furtka z ciemnego metalu, tylko miniaturowa i dziwnie czysta, jakby dopiero co spadła z księżyca.

Kacper przełknął ślinę.
— Czy ty jesteś portalem? — szepnął.

Pochylił się bliżej. Wtedy bramka cicho zabrzęczała i rozjarzyła się mlecznym blaskiem. Trawa zniknęła, niebo zawirowało, a powietrze wokół chłopca zrobiło się ciepłe jak od otwartych drzwi piekarni. Kacper poczuł, że stopy unoszą mu się nad ziemią.

Mrugnął raz. Potem drugi.

Kiedy otworzył oczy, podwórka już nie było. Przed nim stał tylko świetlisty korytarz, a z jego końca ktoś albo coś cicho zapukało w szkło.