Lenka odkrywa, że przybory do rysowania w jej szufladzie mówią. Gdy zamyka oczy, szuflada zmienia się w niezwykłe miasto, a z jego głębi nadciąga coś tajemniczego.
Lenka mieszkała w małym, żółtym domku z niebieskimi okiennicami. Najbardziej lubiła swój pokój, a w nim jedną szczególną szufladę pełną kredek, flamastrów, ołówków i gumek do mazania.
Pewnego deszczowego popołudnia nie mogła wyjść na dwór, więc postanowiła narysować wielkiego lwa. Otworzyła szufladę i wtedy usłyszała cichutkie: „Auć, delikatniej!”.
Lenka zamarła. Spojrzała do środka. Zielona kredka wychyliła się spod linijki i szepnęła:
– Cześć, Lenko. Dziś mam ochotę narysować drzewo!
Obok niej niebieska gumka podskoczyła radośnie.
– A ja chcę skakać po kartce jak żabka!
Lenka szeroko otworzyła oczy. Czerwony flamaster chrząknął dumnie:
– Ja kiedyś narysowałem potwora z sześcioma ogonami.
– A ja zrobiłam z siebie most dla mrówki – zachichotała linijka.
Przybory mówiły jeden przez drugi, jakby od dawna czekały, aż ktoś ich posłucha. Ołówek wysunął się na sam przód i powiedział:
– Zróbmy dziś coś zupełnie niezwykłego. Narysujmy świat, który jest do góry nogami.
– Ale gdzie taki świat znajdę? – spytała Lenka.
– W wyobraźni! – zawołała gumka.
– Zamknij oczy – dodała kredka. – Zaraz ci pokażemy.
Lenka zacisnęła powieki. A kiedy je otworzyła, szuflada nie była już szufladą. Zamieniła się w wielkie, kolorowe miasto. Ulicami pędziły kredki, nożyczki dzwoniły jak dzwonki, a linijki śpiewały cienkimi głosami.
Lenka zrobiła krok do przodu i poczuła, że to miejsce naprawdę ją wciąga.
Wtedy z samego środka miasta dobiegł ciężki, dziwny turkot. Coś dużego toczyło się prosto w ich stronę.