Sekret Czarnego Cyrku

Do miasta przyjeżdża Czarny Cyrk, a Adam i Lena trafiają na jego pokaz z tajemniczymi biletami. Im dłużej patrzą, tym wyraźniej czują, że ktoś obserwuje właśnie ich.

Noc osiadła nad miastem ciężko i lepko, a nad starym terenem przy hucie rozbłysły czarne flagi i ostre, zielonkawe neony. Tak pojawił się Czarny Cyrk — bez zapowiedzi, bez plakatu, bez choćby jednego nazwiska, które dałoby się sprawdzić. Z rozstawionych w pośpiechu wozów dobiegał metaliczny szczęk, gdzieś parskały konie, a z otwartej budki unosił się słodki zapach karmelizowanego cukru. Adam i Lena przyszli tu mimo rozsądku, z sercami bijącymi za szybko, bo w dłoniach ściskali bilety znalezione rano pod wycieraczką. Na czarnym papierze nie było nic poza srebrnym symbolem namiotu i datą: dzisiaj.

Pod wejściem nikt ich nie zatrzymał. W środku panował półmrok tak gęsty, że światło zdawało się w nim tonąć. Publiczność siedziała nieruchomo, jakby ktoś przed chwilą kazał jej milczeć, a potem zapomniał odwołać rozkaz. Gdy zgasły reflektory, arena zniknęła na moment całkowicie. Z ciemności wynurzył się klaun w długim, czarnym płaszczu, z twarzą białą jak kreda i uśmiechem tak nieruchomym, że bardziej przypominał ostrze niż żart. Po nim weszli akrobaci w maskach odbijających srebro i złoto, lecz żadne z nich nie odsłoniło twarzy ani na sekundę.

Adam próbował wypatrzyć nazwę, program, cokolwiek, co pozwoliłoby oswoić ten spektakl, ale wszędzie trafiał na tę samą pustkę. Żadnych afiszów, żadnych podpisów, żadnych znajomych nazwisk. Lena zauważyła coś gorszego: w cieniu przy bocznym przejściu stał dyrektor cyrku, wysoki i nieruchomy, i przez cały numer patrzył dokładnie w ich stronę. Nie na publiczność. Na nich.

Kiedy przyszła pora głównego numeru, światła zgasły tak gwałtownie, jakby ktoś przeciął kabel. W namiocie zapadła całkowita ciemność. Przez tę krótką, drażniącą ciszę prześlizgnął się szept, blisko ucha Adama, choć nikt obok nie powinien siedzieć: „Jeśli chcecie wiedzieć, czym naprawdę jest Czarny Cyrk, przyjdźcie za kulisy przed północą.”

Sekundę później reflektory wystrzeliły w górę. Na środku areny stała zamknięta na ciężką kłódkę klatka.