Sekret Mostu Szeptów: Klucz z Wilczogóry

Marta, Kuba i Michał znajdują pod starym mostem tajemniczy klucz z nieznanymi znakami. Nim zdążą zrozumieć znalezisko, ktoś już ich obserwuje.

Wilczogóra na co dzień sprawiała wrażenie miasteczka, w którym nic naprawdę się nie dzieje. Tego wieczoru powietrze było ciężkie od wilgoci, a las przy rzece pachniał mokrą korą i zbutwiałymi liśćmi. Marta szła przodem, Kuba trzymał latarkę nisko, a Michał co chwilę odwracał się przez ramię, jakby spodziewał się, że z mroku wyjdzie coś, czego nie da się nazwać.

Marta prychnęła cicho, ale nie odpowiedziała od razu. W jej pamięci zostało tylko kilka urwanych historii zasłyszanych od starszych ludzi: o starym moście, który nocą brzmi inaczej niż za dnia, i o tym, że niektórzy wolą omijać go szerokim łukiem. Kuba mruknął coś niewyraźnie, po czym dodał:

Most wynurzył się z półmroku nagle, jakby wyrastał nie z ziemi, lecz z samego lasu. Kamienna konstrukcja była oblepiona mchem, a woda pod nią płynęła z cichym, niespokojnym szumem. Marta zwolniła kroku. Coś przyciągało ją do filarów, do ciemnej przestrzeni pod przęsłem, gdzie światło latarki rozpadało się na drżące smugi.

Przy samym brzegu, między kamieniami i mokrymi korzeniami, leżał niewielki metalowy przedmiot. Kuba pierwszy przykucnął, lecz to Marta wyciągnęła rękę. Przedmiot był zimny i ciężki, a jednak od razu poczuła, że nie jest zwyczajny. Wyglądał jak stary klucz, tylko że zamiast zębatej końcówki miał wyżłobienia i znaki, których żadne z nich nie znało.

Marta przesunęła po nich kciukiem. Litery? Znaki? Coś pomiędzy. Jeden z nich przypominał wilczą łapę, inny splątany węzeł, a na końcu wąski, podłużny znak, jakby ktoś celowo ukrył w metalu wiadomość. W tej samej chwili za ich plecami rozległ się trzask gałązki.

Wszyscy troje zesztywnieli. Z ciemności po drugiej stronie mostu wyłonił się czyjś zarys, wysoki i nieruchomy. Latarka Kuby zadrżała w jego dłoni, a cień na moment przesunął się po kamieniach. Marta ścisnęła klucz mocniej — i wtedy metal nagle się ogrzał. Z głębi przedmiotu wydobył się ledwie słyszalny dźwięk, coś pomiędzy westchnieniem a szeptem.

Postać zatrzymała się kilka kroków od nich. Na szyi miała medalion. Ten sam znak. Ten sam, który Marta trzymała teraz w dłoni.