Sekret willi von Radow

Troje osiemnastolatków wchodzi do opuszczonej willi, licząc na dreszcz emocji. W ciemnych korytarzach szybko trafiają na coś, czego nie powinno tam być.

Staś, Lena i Igor szli wąską ścieżką przez zdziczały park, gdy ostatni blask dnia gasł za koronami drzew. Cisza była tak gęsta, że każdy trzask gałązki pod butem brzmiał jak ostrzeżenie. Nikt nie powiedział tego na głos, ale wszyscy czuli to samo: jeśli teraz zawrócą, cały ten wieczór skończy się zwykłą opowieścią przy telefonach. A mieli dość zwykłych rzeczy.

Na końcu alei wyrosła willa von Radow. Z bliska nie wyglądała jak miejsce z legend, tylko jak dom, który dawno przestał czekać na ludzi. Odpadający tynk, ciemne okna, żelazna brama przechylona pod własnym ciężarem. Mimo to coś w niej przyciągało wzrok z uporem niemal bolesnym.

„Podobno nikt tu nie był od lat” — szepnęła Lena, zatrzymując się przed drzwiami.

„To tylko stary dom” — rzucił Igor, ale w jego głosie zabrzmiało napięcie, którego nie udało mu się ukryć.

Staś położył dłoń na klamce. Metal był lodowaty. Przez chwilę miał wrażenie, że drzwi stawiają opór, jakby coś po drugiej stronie trzymało je jeszcze od środka. Potem ustąpiły z przeciągłym skrzypnięciem.

Wnętrze przywitało ich ciężkim zapachem kurzu i wilgoci. Światła latarek przesuwały się po obdartych tapetach, pękniętych ramach i portretach ludzi o martwych, nieruchomych spojrzeniach. Ich kroki odbijały się echem od ścian, jakby dom odpowiadał na każdy ruch.

Staś, idąc pierwszy, zahaczył butem o coś pod wystrzępionym dywanem. Schylił się i wyciągnął zardzewiały, ciężki klucz.

„Do czego to jest?” zapytała Lena, nachylając się bliżej.

Nie zdążył odpowiedzieć. Na końcu korytarza, za dębowymi drzwiami, które wyglądały na zamknięte od dziesięcioleci, coś cicho stuknęło. Igor zamarł, a Lena odruchowo chwyciła Staśa za rękaw.

Klucz wszedł w zamek idealnie.

Lena odwróciła go powoli.

Drzwi otworzyły się na kamienne schody, które niknęły w dół, w gęsty mrok. Z głębi dobiegł ich ledwie słyszalny szmer, a potem pojedynczy, pulsujący błysk światła przeciął ciemność jak oddech czegoś, co właśnie się obudziło...