Tola i Franek podczas wieczornego spaceru po ogrodzie słyszą dziwny szelest w wielkim krzaku. Kiedy podchodzą bliżej, gałązki drżą coraz mocniej, a w środku coś wyraźnie się porusza.
Był ciepły, letni wieczór. W ogrodzie za domem pachniała trawa, a między drzewami gasło ostatnie światło dnia. Tola szła obok Franka, trzymając mocno pluszowego misia. Nagle oboje stanęli jak wryci.
Przy wielkim zielonym krzaku rozległ się cichy, ale wyraźny szelest.
– Słyszałeś? – szepnęła Tola.
– Słyszałem – odpowiedział Franek i zmrużył oczy.
Krzak zaszeleścił znowu. Najpierw cichutko, potem coraz głośniej, jakby coś przesuwało się między liśćmi. Jedna gałązka drgnęła. Potem druga.
Tola przytuliła misia do piersi.
– Może to jeż? – zgadnęła.
Franek nachylił się tak blisko, że niemal dotknął nosa zielonych liści.
– A może ktoś tam się schował?
Liście zaszumiały jeszcze mocniej. Krzak poruszył się całym bokiem, jakby oddychał. Dzieci spojrzały na siebie wielkimi oczami.
Franek wyciągnął rękę do gałązek. Tola wstrzymała oddech.
Gdy ostrożnie rozchylił liście, coś w środku błysnęło i znów cicho zaszeleściło...