Sekret starego zegara

Kacper odkrywa na strychu stary zegar, który potrafi mówić. Im dłużej z nim rozmawia, tym wyraźniej czuje, że zegar strzeże czegoś ważnego.

Kacper od zawsze uważał strych za najnudniejsze miejsce w domu. Kurz osiadał tam grubą warstwą, kartony stały jeden na drugim jak milczące wieże, a powietrze pachniało drewnem, starym materiałem i czymś jeszcze, czego nie dało się nazwać, ale od razu chciało się stamtąd uciec.

Tego piątkowego wieczoru obudził go jednak dziwny dźwięk. Nie był to zwykły skrzyp, nie był to też przeciąg. Brzmiało to raczej tak, jakby ktoś bardzo powoli przesuwał ciężki mebel po podłodze. Kacper usiadł na łóżku i przez chwilę tylko nasłuchiwał. Potem wstał, chwycił latarkę i po cichu wyszedł z pokoju.

Skrzypiące schody prowadzące na strych znał na pamięć, ale tej nocy wydawały się dłuższe niż zwykle. Każdy stopień odpowiadał niechętnym jękiem. Gdy wreszcie wsunął głowę pod dach, zobaczył to, czego wcześniej nigdy nie zauważył: ogromny drewniany zegar stojący samotnie pośrodku pomieszczenia.

Był stary, masywny i tak ciemny, że prawie zlewał się z cieniem ścian. Wahadło poruszało się spokojnie, miarowo, jakby ktoś przed chwilą nakręcił mechanizm. Kacper zmrużył oczy. Wiedział, że to niemożliwe. Ten zegar stał tu od lat. Nikt go nie ruszał. Nikt nawet nie powinien umieć go uruchomić.

Podszedł bliżej.

Wtedy wskazówki drgnęły, a z wnętrza zegara dobiegł cichy, zachrypnięty głos:

— Jeśli jeszcze krok, to obudzisz całe to miejsce.

Kacper odskoczył tak gwałtownie, że latarka omal nie wypadła mu z ręki.

— Kto tu jest? — wydusił, rozglądając się po ciemnym strychu.

— Nikt, kto chciałby być znaleziony przez byle kogo — odparł głos. — Ale skoro już tu wlazłeś, możesz mówić do mnie „Zegar”. To krócej.

Kacper patrzył na tarczę z otwartymi ustami. Przez chwilę był pewien, że śni. Tylko że zegar właśnie poruszył wahadłem tak, jakby zniecierpliwiony strzepnął pył z ramienia.

— Ty… mówisz? — zapytał cicho.

— Zadziwiające, wiem. — W głosie pobrzmiewała sucha ironia. — Rzadko kto mnie słucha, więc zwykle oszczędzam sobie rozmów.

Na strychu zrobiło się tak cicho, że Kacper usłyszał własny oddech. Serce waliło mu szybciej, ale ciekawość pchała go dalej, krok po kroku, aż stanął tuż przed zegarem.

— Dlaczego akurat teraz odezwałeś się do mnie? — spytał.

— Bo ktoś wreszcie otworzył właściwe drzwi — odpowiedział Zegar. — A kiedy wskazówki dojdą do północy, wszystko, co tu ukryte, przestanie być ukryte.

Kacper poczuł chłód, choć na strychu nie było zimno. Wahadło zwolniło tylko na moment, po czym znów zaczęło się kołysać, coraz ciężej, coraz głębiej. Cień pod nim wydłużył się na podłodze i sięgnął aż do jego butów.

W tej samej chwili za drewnianym korpusem zegara coś cicho stuknęło od środka.