W starej szkole przy ulicy Cienistej trzójka uczniów trafia na ukryte przejście pod salą 3B. Za chwilę odkrywają miejsce, które nie powinno istnieć.
Na ulicy Cienistej, tuż przy parku, stała szkoła, której nikt nie mógł pomylić z żadną inną. Stary, rozrośnięty budynek o wysokich oknach i ścianach oblepionych bluszczem wyglądał tak, jakby od dawna pilnował własnych sekretów.
W piątkowe popołudnie ostatni dzwonek już ucichł, korytarze opustoszały, a w całej szkole zostali tylko Lena, Michał i Basia. Oficjalnie pomagali pani bibliotekarce porządkować księgozbiór. Nieoficjalnie przyszli po coś ważniejszego niż kurz i kartony: po odpowiedź na pytanie, skąd od kilku tygodni brały się dziwne odgłosy dochodzące ze schodów do piwnicy.
Piwnica była zamknięta od zawsze. Nowa kłódka lśniła na drzwiach zbyt świeżo jak na resztę tego miejsca, a mimo to ktoś najwyraźniej wciąż się tam kręcił. Lena zatrzymała się przy zakręcie korytarza i spojrzała na przyjaciół.
Wczoraj znowu to słyszałam - wyszeptała. - Jakby coś stukało pod podłogą w 3B.
Pod podłogą? - Michał zmrużył oczy. - W zwykłej klasie?
Jeśli to był szczur, to bardzo uprzejmy - mruknęła Basia, ale już oglądała się za siebie, jakby sama nie wierzyła w ten żart.
Sala 3B wyglądała jak każda inna: pożółkłe plakaty z alfabetem, skrzypiące ławki, tablica z resztkami kredy w rogu. Tylko cisza była tu dziwna, cięższa niż w reszcie szkoły. Lena podeszła do okna, Basia przesunęła jedną z ławek, a Michał, chcąc czy nie, wszedł na stary dywanik leżący pośrodku podłogi.
Coś pod stopą zabrzęczało metalicznie.
Wszyscy zamarli.
Basia uklękła i odsunęła dywanik. W desce, prawie niewidoczny w świetle wpadającym przez okno, tkwił mosiężny pierścień. Lena pochyliła się nad nim pierwsza.
Michał pociągnął.
Deski drgnęły, a potem cały fragment podłogi uniósł się z głuchym, staroświeckim jękiem. Pod spodem ukazał się wąski, schodzący ostro w dół tunel. Z ciemności wypływało blade seledynowe światło, nieruchome i nienaturalne, jakby ktoś zapalił lampy głęboko pod szkołą. W tej samej chwili do ich uszu doleciał cichy szept. Nie był głośny, ale wyraźny. Zbyt wyraźny, żeby należał do przypadkowego przeciągu.
Przyjaciele spojrzeli po sobie. Nikt nie powiedział tego na głos, ale wszyscy myśleli o tym samym: ktoś tam był.
Lena przysiadła przy krawędzi otworu i zacisnęła palce na desce.
Zanim któreś z nich zdążyło ją zatrzymać, zsunęła nogi w ciemność i zniknęła pod podłogą. Michał zaklął pod nosem, Basia wzięła szybki oddech, a potem oboje ruszyli za nią, choć serce waliło im tak mocno, że pewnie słyszeli je nawet w tym tunelu.
W środku panował chłód. Ściany były wilgotne i chropowate, a z każdym krokiem seledynowy poblask stawał się wyraźniejszy. Na kamieniach migały drobne znaki, jakby ktoś wyrył je dawno temu i dopiero teraz obudziły się do życia. Tunel nagle się rozszerzył, a przed nimi otworzyła się podziemna sala większa niż zwykła klasa.
Stały tam rzędy starych pulpitów, drewniane tablice pokryte niezrozumiałym pismem i wysokie okna, choć przecież byli pod ziemią. Nad jedną z ławek wisiało lustro w ciemnej ramie. Odbijało ich twarze, ale nie tak, jak powinno. W szkle patrzyli na nich ludzie, których nie znali.
I wtedy zza tablicy odezwał się cichy głos: