Michał, Lena i Igor wracają po lekcjach do pustej szkoły i trafiają na ukryte przejście pod salą biologiczną. Pod ziemią czeka na nich coś, czego nie powinno tam być.
Pierwsza wrześniowa burza przetaczała się nad szkołą, kiedy Michał, Lena i Igor wracali po zostawione w sali biologicznej zeszyty. Korytarze po godzinach wyglądały obco: ciemniejsze, dłuższe, pełne echo kroków i wilgotnego chłodu, który wślizgiwał się spod drzwi. Za oknami błyskało tak mocno, że przez sekundę wszystko stawało się białe, a potem znowu znikało w półmroku.
– Zawsze mam wrażenie, że nocą szkoła oddycha – mruknął Igor, zatrzymując się pod drzwiami 211.
Michał prychnął, ale Lena nie uśmiechnęła się ani trochę. Pochyliła się bliżej zamka.
– Moja siostra mówiła, że pod tą salą jest coś starego. Nie zwykły schowek. Podobno nikt od lat tam nie zaglądał.
Klucz przekręcił się z suchym trzaskiem. W tej samej chwili coś odpowiedziało spod podłogi: krótki, głuchy odgłos, jakby ktoś uderzył od spodu w drewno. Cała trójka zamarła. Michał spojrzał na Lenę, Lena na Igora, a Igor odsunął stopą kawałek wytartej wykładziny przy tablicy. Pod spodem odnalazł zarys okrągłej klapki, prawie niewidocznej wśród starych płytek.
– To nie jest możliwe – szepnął, ale już klękał, żeby ją dotknąć.
Płytki ustąpiły z cichym jękiem. Z ciemności uderzył ich chłód i zapach kurzu, mokrego metalu oraz czegoś jeszcze, czego Michał nie potrafił nazwać. Lena włączyła latarkę w telefonie. Snop światła zsunął się po wąskich schodkach w dół, na ściany obite wyblakłą farbą i na drewniane drzwi, które wyglądały, jakby stały tam od dziesięcioleci.
– Schodzimy? – spytała Lena, choć już stawiała nogę na pierwszym stopniu.
Za nią Igor zszedł bez słowa, a Michał ruszył ostatni, czując, jak serce bije mu coraz szybciej. Gdy tylko znaleźli się na dole, nad ich głowami huknęło tak głośno, że aż podskoczyli. Klapka zatrzasnęła się sama.
Światło telefonu drżało na kurzu i starych ławkach ustawionych w rzędach jak w sali lekcyjnej sprzed wielu lat. Na końcu pomieszczenia stała tablica pokryta szarym nalotem. I wtedy coś poruszyło się tuż obok niej.