Tajemnicze drzwi pod szkołą

Maks i Lena odkrywają w piwnicy starej szkoły nowe, stalowe drzwi. Za nimi zaczyna się coś, czego nie powinno tam być.

Maks przycisnął nos do brudnej szyby i wyjrzał na pusty szkolny dziedziniec. Było już późno, a stara część budynku tonęła w szarówce tak gęstej, jakby ktoś przykrył ją mokrym kocem. Lena stanęła obok i szturchnęła go lekko łokciem.

– Na pewno widziałeś światło? – szepnęła.

– Widziałem. Z okna piwnicy – odparł Maks, nie odrywając wzroku od mrocznego wejścia. – Ktoś tam był. Przez chwilę, ale był.

Lena nie odpowiedziała od razu. Tylko spojrzała na niego tym swoim spojrzeniem, które zawsze oznaczało jedno: jeśli coś jest podejrzane, trzeba sprawdzić to do końca. Chwilę później oboje przemykali wzdłuż ściany szkoły, przyklejeni do cegieł i cienia, aż stanęli przed ciężkimi drzwiami prowadzącymi do piwnicy. Maks ścisnął w dłoni latarkę. Serce biło mu szybciej, niż chciał przyznać.

Schody skrzypiały przy każdym kroku. Zimno w piwnicy od razu wpełzło pod ubranie, a powietrze pachniało wilgocią, kurzem i czymś metalicznym. Lena świeciła latarką po pękniętych murach, gdzie cienie drgały jak żywe. I wtedy oboje zamarli.

Za przewróconą szafą, przy samym końcu ściany, stały stalowe drzwi. Nowe. Gładkie. Kompletnie niepasujące do reszty starej, rozpadającej się piwnicy.

– Tych drzwi tu wcześniej nie było… – wyszeptała Lena.

Maks podszedł bliżej i położył dłoń na chłodnej klamce. Drzwi ustąpiły niemal bez oporu, z cichym kliknięciem. Za nimi ciągnął się wąski korytarz, a na jego końcu pulsowało blade, zielonkawe światło.

Na ścianach widniały znaki, których nie umieli odczytać. Im dalej patrzył, tym mocniej Maks czuł dziwny ucisk w żołądku. Zrobił krok naprzód, potem drugi. Lena szła tuż za nim, tak blisko, że czuł jej nerwowy oddech.

Na końcu korytarza czekały kolejne drzwi. Bez klamki. Bez zamka. Tylko okrągłe wgłębienie pośrodku, jakby coś miało w nie idealnie pasować.

– Co to w ogóle jest? – szepnęła Lena.

Maks już chciał odpowiedzieć, gdy po drugiej stronie rozległo się ciche, ciężkie szuranie. Oboje znieruchomieli.

I wtedy z wnętrza drzwi dobiegło pojedyncze, powolne stuknięcie.