Tajemniczy list i stara latarnia morska wciągają czwórkę przyjaciół w zagadkę, która tej nocy może wywrócić ich wakacje do góry nogami.
Słońce tonęło już w morzu, kiedy Lena, Michał, Zuza i Filip spotkali się na starym falochronie. Nadmorskie miasteczko cichło z każdą minutą, ale w ich ostatnim wspólnym tygodniu wakacji cisza tylko podkręcała napięcie. Lena wyjęła z plecaka plik pożółkłych kartek znalezionych w biblioteczce stryja i rozłożyła je na nagrzanych kamieniach.
– To nie jest zwykły list – powiedziała, stukając palcem w rysunek latarni morskiej.
Pod szkicem widniał krótki zapis, starannym, dawnym pismem: „Gdy nocą światło mrugnie trzy razy, poszukaj klucza pod piątym stopniem schodów”.
Michał zmrużył oczy.
– Albo ktoś miał poczucie humoru, albo próbował coś ukryć naprawdę porządnie.
– Na jedno wychodzi: trzeba sprawdzić – odparła Zuza, już pochylona nad kartką. – Taka wskazówka nie pojawia się bez powodu.
Filip bez słowa wsunął do kieszeni latarkę i telefon.
– W takim razie idziemy dziś w nocy – oznajmił.
Czekali do chwili, gdy na wzgórzu zapali się automatyczne światło latarni. Potem przeszli przez uśpione uliczki, minęli zarośnięty brzeg i wspięli się po mokrej trawie na wzniesienie. Stara latarnia majaczyła nad nimi jak ciemny cień odcięty od nieba. Przy ciężkich drzwiach zatrzymali się wszyscy naraz. Z wnętrza dochodził niski, regularny szmer mechanizmu.
Nagle światło w wieży zamigotało trzy razy.
Lena wciągnęła powietrze.
– To nasz znak.
Ruszyli po krętych schodach, jeden za drugim. Kamienne ściany oddychały chłodem, a każdy krok brzmiał zbyt głośno. Na piątym stopniu Lena dostrzegła wciśniętą w mur metalową klapkę. Razem podważyli ją ostrożnie i wyjęli owinięty w woskowaną szmatkę kawałek mapy oraz małą, zardzewiałą szkatułkę.
Nie zdążyli nawet sprawdzić, co jest w środku.
Zza ściany dobiegł ich cichy trzask, jakby ktoś poruszył się w ciemności tuż obok nich.