Podczas deszczowego popołudnia Lena odkrywa w szkolnej bibliotece półkę, która przesuwa się jak drzwi. Za nią czeka wąskie przejście i coś, co błyska w ciemności.
Lena lubiła szkolną bibliotekę najbardziej wtedy, gdy padał deszcz. W takie popołudnia świat za oknami miękł i szarzał, a w środku było cicho, ciepło i trochę tajemniczo. Krople stukały o parapet, biblioteczny zegar tykał ospale, a pani Zosia, schowana za ladą, przewracała kartki katalogu tak delikatnie, jakby bała się zbudzić książki.
Lena powoli przechadzała się między regałami, przeciągając palcami po grzbietach tomów. Pachniało kurzem, klejem i starym papierem. Na końcu najciemniejszego rzędu, tam, gdzie zwykle nikt nie zaglądał, zauważyła półkę ustawioną odrobinę krzywo. Stały na niej dziwne książki: Atlas Gwiezdnych Ogrodów, Jak rozmawiać z drzewami, Przewodnik po Niewidzialnym. Lena zmrużyła oczy. Przy boku półki, tuż przy podłodze, wystawał mały mosiężny uchwyt.
Serce zabiło jej mocniej. Rozejrzała się. Pani Zosia była zajęta przy komputerze i nawet nie podniosła głowy. Lena przykucnęła, chwyciła uchwyt i pociągnęła ostrożnie.
Półka odpowiedziała przeciągłym skrzypnięciem. Po chwili drgnęła i odsunęła się na bok, jakby naprawdę była drzwiami. Za nią otworzyła się wąska, ciemna szczelina. Chłodne powietrze musnęło Lenie twarz. Pachniało mokrym mchem, pyłem i czymś jeszcze, czego nie umiała nazwać.
W głębi mignęło blade, błękitne światło.
Lena wstrzymała oddech i pochyliła się bliżej. W tej samej chwili tuż obok niej coś zaszeleściło cicho, a z ciemności wysunął się cień przypominający kota. Tyle że ten kot miał srebrne, połyskujące skrzydła.