Siedemnastoletnia Lena odkrywa ukrytą pod schodami pracownię, w której zegary chodzą nie po myśli czasu, a lustro pokazuje obce miejsca. Kiedy znajduje wiadomość z własnym imieniem, wszystko zaczyna się zmieniać.
Lena wróciła do domu wcześniej niż zwykle, z mokrymi od deszczu włosami i butami chlupiącymi przy każdym kroku. Podwórko tonęło w kałużach, a powietrze pachniało chłodem i mokrym tynkiem. Gdy weszła na schody, znów usłyszała to samo skrzypnięcie pod czwartym stopniem. Zawsze je ignorowała. Tym razem stanęła jak wryta.
Odciągnęła dywanik i zmarszczyła brwi. Pod drewnem ukrywały się małe drzwiczki, tak dobrze wtopione w stopnie, jakby od początku należały do domu. Miały kolor starego mosiądzu i były pokryte drobnym wzorem liści oraz ślimaków, tak misternym, że Lena odruchowo przeciągnęła po nich palcem. Metal był ciepły.
Pchnęła drzwiczki.
Za nimi czekała wąska szczelina i zapach fiołków, który zupełnie nie pasował do wilgotnej klatki schodowej. Lena wsunęła się do środka, spodziewając się ciasnej wnęki, ale pomieszczenie nagle rozciągnęło się przed nią jak kieszeń większa od całego domu. Na stoliku stały szkatułki, pióra i zegary, których wskazówki biegły do tyłu. Na ścianie wisiało lustro, lecz zamiast jej odbicia pokazywało raz księżycową polanę, raz zamgloną ulicę, której nie znała.
Wtedy jeden z zegarów uderzył w dziwny, nierówny rytm. Z półki zsunęła się srebrna pocztówka i z cichym trzaskiem upadła na podłogę. Lena schyliła się po nią, a na odwrocie, jeszcze wilgotny błyskiem atramentu, pojawił się napis: „Leno, jesteś gotowa? Czas zacząć grę.”
Zamarła.
Za jej plecami drzwiczki same zatrzasnęły się z miękkim kliknięciem, a na stole rozbłysła porcelanowa lampa, choć nikt jej nie dotknął.