Grupa nastolatków schodzi do zamkniętego poziomu pod szkołą i trafia na laboratorium, które nie powinno istnieć. To, co uruchamiają, zaczyna zmieniać zasady gry.
Jedenaste piętro starego gmachu liceum miało w sobie coś niepokojącego. Było za ciche nawet jak na opuszczone laboratoria, za zimne jak na miejsce, w którym od lat nikt nie powinien już pracować. Maja znała każdy jego zakamarek z opowieści: podobno kiedyś prowadzono tu badania z fizyki, potem wszystko zamknięto, a z czasem o piętrze przestano mówić w ogóle. Właśnie dlatego wybrała je na spotkanie z Kubą, Leną i Oskarem.
Była dziewiętnasta. Przez brudne szyby sączyło się blade światło zachodu, rozlewając się po podłodze w długich smugach. Lena pierwsza podeszła do zardzewiałych drzwi na końcu korytarza. Krążyły o nich szkolne legendy, ale teraz plotki nagle przestały brzmieć jak żart. Z wnętrza wiało chłodem i pachniało kurzem, spaloną elektroniką oraz czymś jeszcze, metalicznym i ostrym, jak po burzy.
Kuba przesunął dłonią po ścianie i nagle przystanął.
Jedna z płyt była lekko uniesiona. Wspólnymi siłami podważyli ją śrubokrętem znalezionym w plecaku Oskara. Pod spodem ukazała się wąska metalowa drabina prowadząca w dół, w ciemność tak gęstą, że latarka telefonu ledwo ją przecinała.
Oskar pierwszy zajrzał niżej. Zbladł.
Schodzili ostrożnie, jedno po drugim, aż trafili do pomieszczenia pełnego splątanych kabli, starych komputerów z migoczącymi lampowymi ekranami i paneli pulsujących słabym światłem. Pośrodku stał ogromny sejf, zamknięty na cyfrowy kod. Obok, na zakurzonej szafce, leżał dziennik zapisany drobnym pismem, częścią zwykłym, częścią niemal jak kod programu, ale z wtrąconymi słowami, których Maja nie potrafiła od razu zrozumieć.
Dotknęła najbliższej konsoli.
Ekrany rozbłysły naraz, a jeden z nich wyświetlił datę: 28 kwietnia 2064.
W tym samym momencie sejf drgnął. Najpierw cicho, potem mocniej, aż metaliczne zatrzaski zaczęły ustępować jeden po drugim. Z wnętrza wylała się niebieska poświata, tak intensywna, że wszyscy przysłonili oczy. A potem coś w tej poświacie się poruszyło.
Coś, czego nie powinno tam być.