W szkolnej szafce Amelii mieszkają przedmioty, które mówią i mają własne sprawy. Gdy znika jej ulubiony długopis, dziewczyna trafia w sam środek sekretu, o którym nikt nie miał się dowiedzieć.
Szkoła przy ulicy Klonowej wyglądała tak zwyczajnie, że aż podejrzanie. Szare korytarze, zbyt głośny dzwonek, plastikowe krzesła ustawione w równych rzędach. Tylko stara szafka numer 28, stojąca na drugim piętrze po prawej, od czasu do czasu robiła coś, czego nie umiał wytłumaczyć żaden nauczyciel.
Amelia trafiła na ten sekret zupełnym przypadkiem. Nie szukała magii. Wolała komiksy, zapisywała wszystko w notesie z kotami i miała fatalny talent do gubienia długopisów. Tego dnia wpadła do szkoły na ostatnią chwilę, z rozpiętym plecakiem i sercem bijącym jak szalone, bo za trzy minuty zaczynała się matematyka.
Otworzyła szafkę jednym szarpnięciem.
I wtedy usłyszała cichy chichot.
Amelia zesztywniała. Na początku pomyślała, że ktoś robi sobie z niej żarty. Ale z wnętrza szafki dobiegł wyraźny, zirytowany głos:
Dziewczyna cofnęła rękę. Jej notes z kotami poruszył się sam z siebie, jakby coś pod nim oddychało. Pokrywka uniosła się o centymetr, po czym opadła z trzaskiem.
Amelia zamrugała. W szafce odezwała się linijka, przeciągle i z wyraźną irytacją, jakby wszystko dookoła było dla niej zbyt głośne. Gumka zapiszczała coś pod nosem. A jej niebieski długopis, ten sam, którym notowała najważniejsze rzeczy i najgłupsze pomysły, przemówił spokojnym, prawie zbyt pewnym siebie tonem:
Amelia patrzyła na nie bez słowa. Przedmioty mówiły. Kłóciły się. Wiedziały o sobie nawzajem rzeczy, których nie powinny znać żadne szkolne gadżety. A potem notes zamknął się z trzaskiem, jakby chciał uciszyć cały świat, i powiedział dużo ciszej:
Po lekcjach Amelia wróciła do swojej szafki z jedną myślą w głowie: wszystko to musiało być jakimś absurdem. Tyle że kiedy otworzyła drzwiczki, ulubionego niebieskiego długopisu nie było.
Zapadła cisza tak gęsta, że aż bolały od niej uszy.
Pozostałe przedmioty cofnęły się o włos, jakby ktoś właśnie wypowiedział zakazane słowo.
Nie… - wyszeptał notes.
Tylko nie on - dodał piórnik.
Linijka drgnęła nerwowo, a gumka zniknęła pod stertą kartek.
Amelia poczuła, jak robi jej się zimno, choć korytarz był duszny od sierpniowego upału. Wtedy notes otworzył się sam i drżącymi stronami wysunął jeden krzywo zapisany zdanie:
Musisz go znaleźć, zanim wybije druga dzwonka.
W tej samej chwili światło nad szafką przygasło, a z samego środka metalowej ściany dobiegł cichy, głuchy stuk, jakby coś po drugiej stronie próbowało odpowiedzieć.