Sekretna Skrzynia Cyrku Luminello

Nadia i Tymon trafiają za kulisy Cyrku Luminello i znajdują skrzynię z zakazem otwierania. Gdy tylko przekręcają klucz, ktoś zaczyna iść w ich stronę.

W dniu, w którym do miasteczka zajechał Cyrk Luminello, Nadia i Tymon nie potrafili myśleć o niczym innym. Już od rana nad starym boiskiem unosił się zapach trocin, karmelu i wilgotnego płótna, a po południu wyrosło tam ogromne, pasiaste namiotowisko, błyszczące w słońcu jak wielki cukierek.

W Cyrku Luminello działy się rzeczy, od których aż trudno było oderwać wzrok: akrobaci śmigali pod kopułą jak ptaki, klauni znikały we własnym dymie, a iluzjonista potrafił wyciągnąć z pustego cylindra takiego samego, żywego pingwina, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Nadia ściskała bilet tak mocno, że aż zmiękły jej rogi. Tymon udawał spokojnego, ale co chwilę zerkał w stronę bocznego wejścia, jakby wiedział, że najciekawsze rzeczy nie dzieją się na widowni.

Kiedy przedstawienie zaczęło się rozkręcać, oboje wymknęli się bliżej zaplecza. Za boczną ścianą namiotu znaleźli rozdarte płótno, ledwie zauważalną szczelinę, przez którą sączyło się żółte światło. Nadia pierwsza wsunęła głowę do środka. Po chwili oboje stali już w wąskim korytarzu pełnym lin, skrzyń, klatek i rekwizytów, które wyglądały, jakby miały własne sekrety. Ktoś przebiegł obok tak szybko, że tylko zamigotał cekinami na rękawie. Ktoś inny rzucił krótkie, ostre spojrzenie i zniknął za zasłoną.

Na starej beczce leżał klucz. Tymon podniósł go pierwszy, ale to Nadia wypatrzyła skrzynię wciśniętą w sam róg zaplecza. Była ciężka, ciemna i popękana, a na jej wieku wypalono dziwne znaki. Do tego ktoś przykleił do niej pożółkły plakat z grubym napisem: „NIE OTWIERAĆ!”.

Nadia spojrzała na Tymona, potem na klucz. Wsunęła go do zamka.

Coś cicho kliknęło. Wieko drgnęło, jakby z wnętrza uderzyło w nie coś żywego. I wtedy za ich plecami rozległy się kroki, coraz bliższe, pewne i szybkie — a razem z nimi znajomy głos iluzjonisty, spokojny aż za spokojny: „Kto tu jest?”