Tosiek i Lena chowają się w szkolnej bibliotece i trafiają na starą szafę, która prowadzi do niezwykłego świata. Za mgłą czeka coś, czego nie powinni byli zobaczyć.
Pewnego burzowego popołudnia Tosiek i Lena schowali się między regałami szkolnej biblioteki, żeby przeczekać wrzawę na korytarzu i zniknąć nauczycielce z oczu. Deszcz bębnił w szyby, a w półmroku między książkami unosił się zapach kurzu i starych kartek.
Z głębi biblioteki dobiegło głuche stuknięcie. Potem jeszcze jedno. Jakby ktoś od środka uderzał w ścianę.
Tosiek poczuł, że serce podskakuje mu do gardła, ale zanim zdążył coś powiedzieć, Lena już ruszyła za najwyższy regał. Tam, wciśnięta w cień, stała stara szafa. Zakurzona, wysoka, z krzywą klamką. Tosiek był pewien, że wcześniej jej tu nie było.
Kto wstawia szafę do biblioteki? - mruknął.
Ktoś, kto lubi tajemnice - odparła Lena i pociągnęła za drzwi.
Szafa otworzyła się z cichym jękiem. W środku wisiały ciężkie płaszcze, sznury i coś, co wyglądało jak zwinięte mapy. Między nimi migotała srebrna mgła, delikatna jak oddech, tylko że poruszała się zbyt szybko, zbyt żywo.
Tosiek zrobił krok do tyłu.
Lena...
Widzisz to samo co ja? - jej głos drżał, ale oczy miała rozświetlone z ciekawości.
Mgła falowała głębiej w ciemność, jakby coś po drugiej stronie czekało, aż ktoś wejdzie.
W końcu oboje wsunęli się do środka. Płaszcze zaszeleściły nad ich głowami, powietrze nagle ochłodniało, a pod stopami zadrżała drewniana podłoga. Gdzieś bardzo daleko zadźwięczały dzwony.
Lena odsunęła ostatni materiał i zastygła.
Przed nimi nie było biblioteki.
Rozciągał się las tak ogromny, że pnie ginęły w górze jak kamienne kolumny. Liście miały kolory parasoli po deszczu, a między gałęziami wirowały małe, świetliste punkty. Wysoko nad ziemią wisiały mosty z lin, prowadzące do domków ukrytych w koronach drzew.
Tosiek chciał zrobić krok naprzód, lecz grunt pod jego butem lekko się poruszył.
Wtedy spod liści wyjrzały wielkie zielone oczy. Po lewej stronie coś zaszeleściło, a zza pnia wysunęła się drobna błękitna łapka i pomachała do nich, jakby znała ich od dawna.
Nagle z cienia naprzeciwko rozległ się niski, obcy pomruk.