Kuba odkrywa w swoim pokoju tajemniczą szufladę i mały, tęczowy kluczyk. Gdy z wnętrza dobiega ciche pukanie, wszystko zaczyna robić się naprawdę dziwne.
Kuba miał zwyczajny pokój. Przynajmniej tak mu się wydawało. Stały w nim książki, pluszowy miś z jednym okiem i wielka szafa, w której chłopiec czasem się chował. Najbardziej lubił jednak starą komodę, bo jej szuflady skrzypiały tak, jakby chciały coś powiedzieć.
Pewnego ranka, kiedy za oknem śpiewały ptaki, a przez firankę wpadał jasny pasek słońca, Kuba zatrzymał się nagle w pół kroku.
Jedna szuflada była lekko wysunięta.
Chłopiec zmarszczył brwi. Był pewien, że wieczorem zamknął ją do końca. Podszedł bliżej i zajrzał do środka. Na samym dnie leżał malutki kluczyk. Mienił się wszystkimi kolorami, jak cukierek albo kropla tęczy.
Kuba rozejrzał się po pokoju. Drzwi były zamknięte. Mama spała w drugim pokoju. W środku panowała cisza.
Wziął kluczyk do dłoni. Był lekki jak piórko i chłodny jak poranny cień. Wtedy z szuflady dobiegło ciche pukanie.
Puk-puk-puk.
Kuba aż cofnął rękę. Z wnętrza szuflady wysunęła się cienka mgiełka. Zakręciła się raz, drugi, jakby czegoś szukała, i nagle zaczęła układać się w kształt małych drzwiczek.
Chłopiec zamarł. Kluczyk zadrżał mu w palcach.
Puk-puk-puk.