Sekretne drzwi starej biblioteki

Oliwia, Maciek i Lena trafiają do opuszczonej biblioteki przy ulicy Szewskiej i odkrywają zejście do podziemi. W wilgotnej komnacie czekają symbole, ślady czyjejś obecności i drzwi, które same zaczynają się otwierać.

Oliwia zawsze miała wrażenie, że stare miasto oddycha pod ziemią. Niektóre ulice pamiętały więcej niż ludzie, a zrujnowana biblioteka przy Szewskiej wyglądała tak, jakby naprawdę coś przed nimi ukrywała.

Tego popołudnia weszli tam we trójkę: ona pierwsza, z telefonem ustawionym na najniższą jasność; za nią Maciek, który udawał, że się nie boi; i Lena, już od progu nasłuchująca każdego trzasku. W środku pachniało mokrym tynkiem, kurzem i starym papierem. Przekrzywione regały sterczały jak żebra jakiegoś dawno zapomnianego budynku.

To Lena zauważyła znak. Na odpadającej farbie, tuż przy końcu sali, ktoś wydrapał literę „M” i strzałkę w dół. Prowadziła do wąskich schodów ukrytych za półką przewróconą tak zręcznie, że łatwo było ją wziąć za zwykły gruz.

Schody skrzypiały z każdym krokiem. Na dole czekała wilgotna, ceglana komnata, a w niej cztery ciężkie drzwi: z symbolem klucza, zegara, oka i smoka. Maciek przystanął. Przy drzwiach ze smokiem błyszczał świeży ślad czerwonej farby.

W tej samej chwili gdzieś za ścianą odezwał się metaliczny stuk. Potem drugi. Telefon Oliwii zamigotał i stracił zasięg. Podłoga pod ich stopami drgnęła tak lekko, że tylko oni to poczuli.

Lena odwróciła się gwałtownie ku drzwiom z okiem. - Otwórzmy te - powiedziała cicho.

Maciek położył dłoń na zimnej klamce. Wtedy na wilgotnej cegle obok nich zapalił się biały napis: „Kto zajrzy, będzie wiedział. Ale czy zrozumie?”

Powietrze zgęstniało, jakby komnata wstrzymała oddech. Drzwi z okiem drgnęły same i powoli zaczęły się uchylać, a z ciemności wypłynął lodowaty podmuch i długi, przeciągły świst.