Skarbiec Podziemnych Głosów

Basia odkrywa pod podłogą swojego domu skrytkę pełną mówiących przedmiotów. Nikt nie wie, skąd się tam wzięły ani czego od niej chcą.

Tamtego burzowego wieczoru Basia leżała na podłodze w swoim pokoju i układała puzzle. Deszcz walił o dach tak mocno, jakby ktoś stukał w szybkie drzwi, a wiatr przeciągle jęczał w starych oknach. Nagle jeden element wysunął się spod jej palców i potoczył prosto pod łóżko.

Basia westchnęła, wsunęła rękę w ciemność i zmarszczyła brwi. Puzzla nie było. Zamiast niego palce trafiły na coś twardego, nierównego, jakby na luźną deskę. Dziewczynka sięgnęła po latarkę, przycisnęła ją do podłogi i zajrzała bliżej. Jedna klepka rzeczywiście odstawała od reszty.

Podważyła ją paznokciem. Deska odsunęła się bez oporu, a pod nią ziała wąska, czarna szczelina.

Basia zamarła. Serce zabiło jej szybciej, ale ciekawość była silniejsza niż strach. Przesunęła łóżko, odsunęła dywanik i nachyliła się nad otworem. Pod podłogą znajdował się mały schowek, a w jego ciemności coś połyskiwało słabym, miedzianym blaskiem.

Dziewczynka wsunęła latarkę niżej. Zobaczyła stare pudełko z wyblakłym wzorem, fiołkową szkatułkę, zegarek z porysowaną tarczą i porcelanową filiżankę stojącą na boku, jakby ktoś od dawna nie pozwolił im porządnie się ruszyć.

Basia już miała sięgnąć po szkatułkę, kiedy usłyszała cichy chichot.

Basia tak podskoczyła, że uderzyła głową w ramę łóżka.

Fiołkowa szkatułka lekko drgnęła, otworzyła wieczko i zamknęła je z trzaskiem, jakby obrażona.

Basia cofnęła dłoń. Filiżanka uniosła uszko, zegarek zadzwonił cicho mechanizmem, a pudełko zsunęło się odrobinę do przodu, jakby wszystkie przedmioty właśnie na nią patrzyły.

Basia przełknęła ślinę.

W tej samej chwili z najciemniejszego kąta skrytki dobiegł cichy, metaliczny stuk. Coś tam poruszyło się powoli, a potem rozbłysło drobną, zimną iskierką.