Skarpetkowy las Ani

Ania odkrywa, że skarpetki nie giną w praniu przez przypadek. Za drzwiczkami pralki czeka na nią ukryty Skarpetkowy Las i ktoś, kto ją woła.

Ania mieszkała w małym żółtym domku na końcu ulicy Jaśminowej. Najbardziej lubiła swoje skarpetki w kolorowe paski. Zakładała je każdego ranka, a potem biegała w nich po całym domu.

Tylko jedna rzecz Ani nie pasowała: skarpetki znikały w praniu. Zawsze któraś. Raz prawa, raz lewa, jakby pralka miała własny sekret.

Pewnego dnia Ania przyszła do łazienki wcześniej niż zwykle. Mama właśnie niosła kosz z ubraniami, a dziewczynka przystanęła przy pralce i zmrużyła oczy.

„Hej, skarpetki! Gdzie jesteście?” szepnęła do bębna.

W środku coś cicho zachichotało.

Ania aż cofnęła się o krok. W głębi bębna mignęło małe światełko. Potem drugie. I nagle, między wirującymi cieniami, pojawiły się drzwiczki. Maleńkie. Błyszczące. Takie, jakby ktoś przykleił je tam specjalnie dla niej.

Ania spojrzała w stronę kuchni. Mama szykowała śniadanie i niczego nie zauważyła.

Dziewczynka wzięła głęboki oddech, odsunęła drzwiczki pralki i wsunęła do środka najpierw głowę, potem ramiona, a potem całą siebie.

Za progiem było miękko i jasno. Ania stanęła na ścieżce z puszystych nitek. Wokół rosły drzewa ze skarpetkowymi liśćmi, a na gałęziach kiwały się małe frotte skrzaty. Pachniało świeżością, jak po praniu, tylko słodziej.

Dziewczynka rozglądała się z szeroko otwartymi oczami, gdy z krzaków wyskoczył mały stworek w kapeluszu z palca skarpety. Skłonił się szybko i wyszeptał:

„Dobrze, że przyszłaś. Dziś w Skarpetkowym Lesie zdarzy się coś ważnego. Ale najpierw musisz znaleźć lewą skarpetkę w zielone grochy. Tylko… twoja skarpetka właśnie zniknęła.”

Ania spojrzała w dół.

Na jej stopie była tylko jedna skarpetka.

W tej samej chwili w gąszczu frotek rozległ się cichy szelest, jakby coś małego i bardzo szybkiego właśnie uciekło głębiej między drzewa...