Feluś i wiewiórka Wanda budują na placu zabaw zamek z kolorowych skarpetek. Gdy wszystko jest już gotowe, pod wieżą zaczyna coś cichutko szeleścić...
Pewnego słonecznego poranka Feluś przydreptał na plac zabaw z plecakiem tak wypchanym, że aż fukał z dumy.
– Dziś zrobimy coś wielkiego! – oznajmił i wysypał na ławkę cały stos kolorowych skarpetek, tych, które mama przez przypadek zostawiła poza szufladą.
Tuż obok Wanda, szalona wiewiórka, próbowała właśnie zakopać orzeszek pod huśtawką. Usłyszała słowo „coś wielkiego” i natychmiast zadarła ogonek.
– Wielkiego? Jaaa? Oczywiście! – zapiszczała. – Ale niech będzie też śmieszne!
Feluś parsknął śmiechem. I już po chwili oboje budowali zamek, jakiego plac zabaw jeszcze nie widział: wieże z czerwonych skarpetek w groszki, mury z niebieskich w paski, a brama powstała z jednej bardzo długiej, zielonej skarpety, która wiła się jak wąż.
Na samym szczycie powiewała skarpeta z kotem. Wanda powiedziała, że to królewski sztandar, choć kot wyglądał raczej tak, jakby był zdziwiony, że w ogóle musi tam wisieć.
– Gotowe! – szepnął Feluś i nachylił się, żeby otworzyć bramę dla swojego autka.
I wtedy zamek lekko drgnął.
Potem znowu.
Spod wieży w kratkę dobiegło ciche szur-szur, a z żółtej skarpety wysunął się różowy ogonek. Wanda przestała machać łapkami. Feluś też zamarł.
– Słyszysz to? – wyszeptała wiewiórka.
W tym samym momencie coś w środku skarpetkowego zamku poruszyło się jeszcze raz.