Słowiański Las i kwiat paproci

Jagódka i Staś wchodzą do słowiańskiego lasu, gdzie spotykają skrzata Borowika i ruszają na Polanę Szeptów, bo właśnie zakwitł tajemniczy kwiat paproci.

Dawno temu, gdy słońce świeciło ciepło aż do wieczora, a żaby urządzały koncerty nad stawem, na skraju wielkiego lasu stała mała wioska. Mieszkali w niej Jagódka i Staś.

Pewnego ranka dzieci wzięły koszyczki i poszły nazbierać jagód dla babci. Mama tylko przypomniała, żeby trzymały się ścieżki, a tata pomachał im z progu. Las przywitał ich szumem liści i zapachem igliwia. Między pniami migały promyki słońca, a pod butami chrzęściły suche gałązki.

Jagódka pierwsza dostrzegła coś małego przy korzeniu starej sosny. To nie była szyszka ani grzyb. To był skrzat, niski, rudy i w czerwonym kubraku, z noskiem ostrym jak żołędź.

Staś aż przystanął z otwartymi ustami, a Jagódka ścisnęła mocniej koszyk. Jeszcze nigdy nie widzieli skrzata z tak bliska.

Borowik pochylił się nad mokrą ziemią i wskazał dzieciom ślad w błocie.

Jagódka i Staś pokręcili głowami.

Zanim dzieci zdążyły zapytać o coś jeszcze, z głębi lasu nadbiegła siwa wiewiórka z wielkim orzechem w pyszczku.

Skrzat klasnął w dłonie.

Jagódka spojrzała na Stasia. Oboje poczuli, że dzieje się coś niezwykłego.

Borowik skinął głową i ruszył między gęste paprocie. Dzieci pobiegły za nim, coraz głębiej w las. Sowy mrugały z gałęzi, a nad strumykiem zatańczyło coś jasnego jak mgiełka.

Gdy dotarli na Polanę Szeptów, wszystko nagle ucichło. Na środku polany coś mignęło złotym blaskiem. Jagódka zrobiła krok naprzód, Staś zaraz za nią.

Wtedy za ich plecami rozległ się cichy szelest...