Borsuk Brunon i Wiewiórka Waleria muszą odzyskać błyszczącą piłkę futbolową, którą porwał przebiegły Zając Zenek. Wymyślają plan z piórkiem, marchewką i sznurkiem.
W samym środku wielkiego lasu, tuż obok jasnoniebieskiego strumienia, stała niewielka polana, na której wszystko miało swoje miejsce. Nawet najważniejsza rzecz w okolicy — rozświetlona piłka futbolowa — leżała zawsze pod starym dębem, jakby pilnowała całego lasu.
Pilnowali jej Brunon, spokojny Borsuk o poważnym pyszczku, i Waleria, ruchliwa Wiewiórka, która potrafiła wspiąć się wszędzie, zanim ktokolwiek zdążył mrugnąć. Nazywali siebie strażnikami piłki. Nie dlatego, że ktoś im tak kazał. Po prostu oboje wiedzieli, że ta piłka była wyjątkowa.
Tego popołudnia przez polanę przemknął Zenek. Zając miał długie łapy, jeszcze dłuższe uszy i minę kogoś, kto już coś kombinuje. Zatrzymał się tylko na chwilę, spojrzał na piłkę, uśmiechnął się krzywo i powiedział:
— Ale błyszczy.
Zanim Brunon zdążył otworzyć pyszczek, Zenek chwycił piłkę i ruszył przed siebie tak szybko, że aż liście posypały się z krzaków. Waleria skoczyła za nim, Brunon pobiegł ciężkim, dudniącym krokiem, ale po kilku sekundach zobaczyli tylko biały ogon migający między paprociami.
— Wróć! — krzyknął Brunon.
— To nie jest pożyczka! — dodała Waleria.
Zenek jednak nawet się nie obejrzał.
Kiedy słońce zaczęło chować się za pnie drzew, Brunon i Waleria siedzieli na korzeniu starego dębu, zdyszani i poirytowani. Waleria stukała pazurem o ziemię, a Brunon marszczył nos tak mocno, że aż drgały mu wąsy.
— Nie dogonimy go — mruknął.
Waleria zmrużyła oczy i spojrzała w stronę mchu, jakby tam właśnie miała się ukrywać odpowiedź.
— To go nie gonimy — powiedziała nagle. — Złapiemy go w pułapkę.
Brunon uniósł brwi.
— Jaką?
Wiewiórka już zeskakiwała z korzenia.
— Potrzebuję piórka sowy, marchewki i sznurka. I musimy znaleźć Zenka, zanim sam wymyśli kolejny numer.
W tej samej chwili gdzieś po drugiej stronie polany rozległ się głośny trzask, potem ciche: „Ojej”.
Brunon spojrzał na Walerię.
Waleria spojrzała na Brunona.
A potem oboje wybiegli w stronę dźwięku, nie wiedząc jeszcze, że Zenek nie tylko zatrzymał piłkę — on właśnie wpakował się w coś znacznie większego niż zwykła ucieczka.