Staszek, Lena i Borys trafiają na tajemniczą stację po ciemnej stronie Księżyca. W środku czekają świecące zegary, dziwne znaki i drzwi, zza których ktoś puka od środka.
Staszek, Lena i Borys od zawsze patrzyli w niebo tak, jak inni patrzą na mapę skarbów. Kosmos wydawał im się miejscem, w którym wszystko może się zdarzyć, ale żadne z nich nie przypuszczało, że pewnego dnia naprawdę wylądują na Księżycu.
Zaczęło się niewinnie: wygrali konkurs na najlepszy projekt rakiety i w nagrodę pojechali zwiedzić bazę Europejskiej Agencji Kosmicznej. Oglądali hale pełne kabli, modeli i migających ekranów, a potem, pod okiem astronautów, przymierzali prawdziwe skafandry. Staszek ledwo zdążył sprawdzić, czy hełm nie zasłania mu nosa, kiedy w całym kompleksie zawył alarm.
Czerwone światła rozbłysły nad ich głowami.
– Do kapsuły awaryjnej! Natychmiast! – krzyknął jeden z inżynierów.
Nikt niczego nie wyjaśniał. Korytarze nagle zaczęły biec same, jakby baza postanowiła wszystkich wyrzucić z siebie jednym szarpnięciem. Chwilę później troje przyjaciół siedziało już przypiętych pasami w ciasnej kapsule, słysząc w słuchawkach szybkie, urywane komendy i odliczanie, które ściskało gardło.
3... 2... 1... Start.
Rakieta ruszyła tak gwałtownie, że Staszek poczuł, jak całe ciało wciska mu się w fotel. Za iluminatorem Ziemia została coraz dalej, coraz mniejsza, aż zamieniła się w jasną kulę zawieszoną w czerni. Potem nadeszła cisza. Tylko delikatne buczenie silników przypominało, że nadal lecą.
Lena pierwsza odpięła pas i podpełzła do okienka.
– Patrzcie tam – szepnęła.
Na szarej, popękanej powierzchni Księżyca majaczył ciemny zarys budowli. Kiedy kapsuła osiadła miękko na pyle, dzieci wyszły na zewnątrz i stanęły bez ruchu. Przed nimi wznosiła się stara stacja badawcza, przyprószona srebrnym kurzem, z szerokimi panelami słonecznymi i ogromnym zegarem nad wejściem. Jego wskazówki nie poruszały się wcale.
– To musi być Stacja Księżycowy Zegarek – powiedział Borys cicho, jakby sam nie wierzył w te słowa.
Drzwi były uchylone.
W środku panował półmrok, a ściany przecinały znaki, których nikt z nich nie rozumiał. Każdy krok odbijał się głucho od metalowej podłogi. W jednym z pomieszczeń stały trzy zegary. Każdy pokazywał inną godzinę. Wszystkie jednak tykały wstecz.
Staszek podszedł bliżej, a wtedy z wnętrza urządzeń dobiegło ciężkie, mechaniczne bicie, jakby coś wielkiego obudziło się po bardzo długim śnie.
Wtedy z końca korytarza dobiegł ich jeszcze jeden dźwięk.
Ciche stukanie od środka zamkniętych drzwi.