Stacja Zero: Miasto pod Powierzchnią

Lena, Kuba i Tomek schodzą do nieistniejącej stacji, by odnaleźć zaginionego Szymona. Pod ziemią czeka miasto, którego nie ma na żadnej mapie.

Noc przykleiła się do brukowanych ulic Starego Miasta, a latarnie rozlewały po mokrym kamieniu blade, żółtawe smugi. Na końcu ślepej uliczki, tam, gdzie oficjalnie miała być tylko ściana i zamknięty tunel techniczny, Lena zatrzymała się przed zardzewiałą tabliczką. Na blasze widniały dwa wyrazy: Stacja Zero.

Nie było jej na planach miasta, nie było o niej w rozkładach, nie było nawet w rozmowach ludzi, którzy podobno znali każdy zakamarek podziemi. Była za to wiadomość od Szymona, wysłana tydzień temu, krótka jak szept: Znajdźcie Stację Zero. Klucz tkwi pod ziemią. Potem telefon zamilkł, a po nim zamilkł cały świat Leny.

Schody prowadzące w dół skrzypiały pod ich ciężarem, jakby od lat nikt po nich nie schodził. Kuba pierwszy poczuł chłód, gęsty i wilgotny, nieprzyjemnie różny od zwykłego metra. Tomek szedł ostatni, co chwilę odwracając głowę, jakby spodziewał się, że coś zaraz wyłoni się z ciemności za ich plecami. Tunel wchłaniał dźwięki, a każdy krok wracał do nich z opóźnieniem, zniekształcony i obcy.

Na peronie, w półmroku rozciętym jedynie przez martwe jarzeniówki, Lena dostrzegła stare drzwi z wyblakłym symbolem sowy. Ktoś wydrapał wokół niego cienkie linie, jakby znak był otwierany albo pilnowany. Kuba dotknął klamki, lecz odruchowo cofnął dłoń. Miał wrażenie, że nie są sami. Że z ciemności ktoś ich obserwuje, cierpliwie, bez oddechu.

Drzwi ustąpiły z cichym jękiem. Za nimi nie czekał kolejny korytarz, lecz wąska kładka zawieszona nad ogromną przestrzenią, której końca nie dało się dostrzec. Pod nimi pulsowała zielonkawa poświata, a w jej świetle majaczyły dachy, wieże i wąskie mosty podziemnego miasta. Na ścianach migotały mapy miejsc, których nikt nie powinien znać. W centrum sali stał olbrzymi zegar, a u jego podstawy leżał przedmiot podobny do klucza, drżący jakby oddychał.

Wtedy zegar uderzył po raz pierwszy. Podłoga zadrżała. Drugi cios rozszedł się echem po całym mieście pod ziemią. Lena odruchowo zrobiła krok naprzód i w tej samej chwili ktoś szepnął jej tuż przy uchu: Jeśli weszliście, to znaczy, że was już znaleźli.