Babcia podarowała mi tajemniczą księgę bez tytułu. Kiedy ją otworzyłem, litery zaczęły się poruszać, a ja trafiłem do świata zbudowanego ze znaków.
Babcia miała w domu więcej książek niż talerzy. Stały na półkach, piętrzyły się na stołach, chowały pod parapetem. Ich kartki pachniały kurzem, herbatą i jesiennymi wieczorami przy kominku.
Ale ta jedna księga była inna.
Leżała w jej dłoniach tak, jakby dopiero przed chwilą wyjęto ją z ukrycia. Czarna skórzana okładka była gładka i chłodna, a w świetle lampy błyskały na niej wyryte symbole. Nie było tytułu. Nie było autora. Tylko cisza, dziwnie ciężka jak przed burzą.
To dla ciebie - powiedziała babcia i podała mi księgę. Uśmiechnęła się, ale jej oczy wcale się nie śmiały. - Otwórz ją dopiero wtedy, kiedy będziesz gotowy.
Gotowy na co? - zapytałem, ale babcia już odwróciła wzrok, jakby nie mogła odpowiedzieć.
Powinienem poczekać. Naprawdę powinienem.
Kiedy wyszła z pokoju, usiadłem na podłodze z księgą na kolanach. Palce miałem lodowate. Przez chwilę tylko patrzyłem na okładkę, aż w końcu podważyłem ją ostrożnie i otworzyłem pierwszą stronę.
Natychmiast coś zaszeleściło.
Firanka poruszyła się, choć okno było zamknięte. Powietrze zgęstniało, jakby cały pokój wstrzymał oddech. Litery na stronie drgnęły. Jedna po drugiej podniosły się z papieru, rozjarzone złotym światłem, i zaczęły wirować nad moimi dłońmi.
Zamarłem.
Jedna litera oderwała się od kartki i pofrunęła w górę, lekka jak piórko. Za nią następna. Potem jeszcze kilka. W sekundę cały tekst rozsypał się w migoczący wir, a strona stała się pusta, jakby nigdy nic na niej nie było.
Chciałem zamknąć księgę, ale nie zdążyłem.
Podłoga nagle zniknęła spod moich stóp. Poczułem gwałtowne szarpnięcie, jakby ktoś chwycił mnie za rękę i pociągnął prosto w środek światła. Odruchowo zamknąłem oczy.
Kiedy je otworzyłem, nie było już pokoju babci.
Stałem pośrodku świata zbudowanego z liter i znaków. Wysokie góry składały się z ogromnych liter, a rzeka płynęła zakręconym nurtem pełnym migoczących słów. Nad głową przesuwały się symbole, których nie umiałem odczytać, jakby cały ten dziwny kraj właśnie pisał się na moich oczach.
Przed sobą zobaczyłem postać w długim płaszczu. Znałem ją z opowieści babci.
Wtedy za moimi plecami coś zaczęło szeleścić.