Stary telefon ze strychu

Na strychu znalazłem stary telefon bez kabli. Gdy podniosłem słuchawkę, usłyszałem swój własny głos, który ostrzegł mnie przed czymś tuż za drzwiami...

Na strychu, w kartonie pełnym pożółkłych gazet i poplątanych sznurków, znalazłem telefon, którego nikt już dawno nie powinien pamiętać.

Był ciężki, czarny i tak zakurzony, jakby leżał tam od zawsze. Nie miał kabli. Nie miał nawet tarczy z cyframi. A jednak wyglądał, jakby tylko czekał, aż go zauważę.

Kiedy przesunąłem po nim palcem, rozległ się dźwięk dzwonka.

Nie zwykły, cienki i piskliwy. Ten był niski, metaliczny, aż dziwnie drżał w powietrzu. Przez ułamek sekundy miałem ochotę odsunąć karton i zejść na dół, ale dzwonek zadźwięczał znowu, natarczywiej.

Wziąłem słuchawkę.

— Halo? — powiedziałem cicho.

Najpierw była cisza. Taka gęsta, że prawie słyszałem własny oddech.

Potem odezwał się głos.

Mój głos.

— Nie masz dużo czasu. Słuchaj uważnie.

Zamarłem.

— Kto mówi?

W słuchawce zaszumiało, jakby ktoś oddychał z drugiej strony bardzo starej linii.

— Jestem tobą. Tylko trochę później.

Poczułem, jak robi mi się zimno mimo dusznego strychu.

— To jakiś żart?

— Nie. I nie zadawaj pytań. Po prostu nie otwieraj drzwi.

Odwróciłem głowę.

Drzwi od mojego pokoju stały uchylone.

I właśnie wtedy ktoś zaczął w nie pukać.