Stasiek i jego kosmiczny królik lecą małą rakietą na kolorową planetę, gdzie świecące stworki i znikające światełko zapowiadają niezwykłą przygodę.
Stasiek najchętniej patrzył nocą w gwiazdy. Wydawało mu się wtedy, że jego pluszowy królik Lotek na pewno umie mówić, latać i zna każdą planetę we wszechświecie.
Pewnego wieczoru, gdy Stasiek już prawie zasypiał, w jego pokoju cicho zamigotało różowe światełko. Tuż obok łóżka stanęła mała rakieta. Drzwiczki otworzyły się z cichym pstryknięciem, a Lotek zeskoczył na poduszkę i poruszył nosem.
Stasiek aż usiadł prosto. Jeszcze chwilę później siedział już w rakiecie obok Lotka, zapięty pasami tak mocno, że ledwo mógł ruszyć rękami. Rakieta drgnęła, zamruczała i wystrzeliła przez otwarte okno prosto w nocne niebo.
Za szybą migały srebrne gwiazdy, fioletowe księżyce i okrągłe planety w paski. Jedna z nich lśniła tak mocno, że aż bolały od niej oczy. Była cała w kolorach tęczy.
Kiedy rakieta wylądowała miękko na jasnym gruncie, wokół nich od razu zaczęły krążyć małe świecące stworki. Były fioletowe, zielone i żółte, a ich ogonki zostawiały w powietrzu błyszczące kreski.
Stasiek rozejrzał się z zachwytem, ale wtedy zauważył coś dziwnego. Największe i najjaśniejsze światełko zadrżało, przygasło i zaczęło znikać, jakby ktoś powoli gasił je od środka. Pozostałe stworki zamarły.
Lotek spojrzał na Stasia szeroko otwartymi oczami.
Nagle z głębi kolorowego lasu dobiegł ich niski, dziwny szelest, jakby coś bardzo dużego przesuwało się między drzewami. Stasiek ścisnął poręcz rakiety i zrobił krok do przodu, a światełka nagle odwróciły się w stronę lasu.