Lena, Karol i Ada odkrywają w Szmaragdowym Lesie coś, czego nikt w Mygłowie nie powinien widzieć. Gdy pojawia się tajemnicza postać, zwyczajny spacer zmienia się w początek niezwykłej wyprawy.
Prawie wszyscy w Mygłowie omijali Szmaragdowy Las szerokim łukiem. Mówiono, że gdy zapada zmrok, drzewa szepczą do siebie obcym głosem, a między paprociami migoczą światełka, które znikają, zanim zdąży się je nazwać. Dla Leny, Karola i Ady właśnie to czyniło ten las najciekawszym miejscem na świecie.
Każde z nich miało w nim coś swojego. Lena uwielbiała wspinać się na stare dęby i chować w kieszeniach żołędzie, z których potem robiła własne „magiczne” medaliony. Karol wypatrywał błękitnego motyla z atlasu, przekonany, że jeśli istnieje na ilustracji, to musi też istnieć naprawdę. Ada z kolei chodziła najciszej ze wszystkich, wsłuchując się w miękki szelest mchu i wymyślając historie o leśnych istotach, które żyją tuż poza zasięgiem wzroku.
Tego popołudnia wracali na swoją ulubioną polanę, gdy nagle stanęli jak wryci. Na środku trawy, tam, gdzie zwykle zostawiali patyki do zabawy w podchody, leżał krąg kamieni. Nie były to zwykłe otoczaki. Każdy błyszczał inaczej: zielenią, błękitem, fioletem i blaskiem tak jasnym, że aż bolały od niego oczy.
– To tu nie leżało rano – szepnęła Lena.
Karol przykucnął pierwszy. Jeden z kamieni drżał tak lekko, jakby coś uwięziono w jego środku.
– On... oddycha? – wymamrotał.
Ada wyciągnęła rękę, choć przez chwilę wyglądała, jakby sama nie wierzyła, że to robi. Gdy palcami dotknęła najjaśniejszego kamienia, powietrze nad polaną zafalowało. Las ucichł tak nagle, że słychać było tylko ich przyspieszone oddechy.
Wtedy rozległ się cichy, dźwięczny śmiech.
Z mgły stojącej między paprociami wyłoniła się drobna postać w sukience utkanej z liści i kropli rosy. Miała włosy jak cienkie źdźbła trawy i oczy, które świeciły złotawym blaskiem.
– Witajcie, Strażnicy – powiedziała, jakby znała ich od dawna. – Wreszcie jesteście.
Lena poczuła, że serce podchodzi jej do gardła. Karol otworzył usta, lecz nie wydobył z siebie ani słowa. Ada ścisnęła kamień mocniej, a maleńka postać odwróciła się i wskazała ścieżkę znikającą między starymi paprociami.
– Jeśli tam pójdziecie, las pokaże wam prawdę – szepnęła.
I właśnie wtedy z głębi Szmaragdowego Lasu dobiegł przeciągły, niski pomruk, jakby coś ogromnego poruszyło się pod ziemią.