Rano odkryłem, że moja dłoń świeci, a przedmioty zaczynają mnie słuchać. Problem w tym, że w tym samym domu mieszka mama, a ona ma wyjątkowo dobry refleks.
Dzień zaczął się zupełnie zwyczajnie. Budzik darł się jak oszalały, słońce wciskało się przez zasłony, a ja leżałem jeszcze chwilę, udając, że mogę zasnąć z powrotem.
I właśnie wtedy zauważyłem coś dziwnego.
Podniosłem rękę, żeby przetrzeć oczy, i aż usiadłem na łóżku. Moja dłoń świeciła. Nie mocno. Tylko tak cicho, niebiesko, jakby ktoś schował w niej małą latarkę.
Zamrugałem.
Światło nie zniknęło.
Spróbowałem poruszyć palcami i w tej samej chwili zeszyt na biurku drgnął, jakby ktoś pociągnął go niewidzialną nitką. Potem uniósł się nad blat, zakręcił w powietrzu i lekko opadł z powrotem.
— Co jest...?
Podskoczyłem tak gwałtownie, że prawie uderzyłem głową w półkę. Tyle że zamiast spaść, przez sekundę wisiałem w powietrzu. Naprawdę wisiałem. Jak worek ziemniaków, tylko dużo bardziej zaskoczony.
Serce zaczęło walić mi jak młotkiem. Oparłem się o łóżko i ostrożnie postawiłem stopy na podłodze. Dobra. Dało się to jakoś zatrzymać. Chyba.
Pobiegłem do lustra. Odbicie wyglądało zwyczajnie, ale moje oczy miały przy krawędziach delikatny błysk, taki sam jak dłoń. Wyciągnąłem rękę do lampki.
Lampka przekręciła się sama.
Potem spróbowałem jeszcze raz. Drzwi uchyliły się bez dotykania klamki.
— Nie no... — wyszeptałem.
Zacząłem machać rękami na oślep, a pokój natychmiast zrobił się o wiele mniej posłuszny. Książka z półki wyskoczyła mi prosto do dłoni. Piłka spod biurka potoczyła się sama pod łóżko. Nawet krzesło przesunęło się o kawałek, jakby też chciało wziąć udział w tej dziwnej zabawie.
To było niesamowite.
I trochę przerażające.
Właśnie wtedy usłyszałem kroki na korytarzu.
Drzwi otworzyły się szerzej, a mama stanęła w progu z kubkiem w ręce.
— Wstawaj, bo się spóźnisz do szkoły!
Zamarłem z zeszytem przyciśniętym do piersi. Mama spojrzała na moją świecącą dłoń, potem na unoszący się nad podłogą kubek z herbatą i zmrużyła oczy.
A żyrandol nad nami nagle zadrżał, jakby cały dom wstrzymał oddech.