Szymon i Lena trafiają na stary kompas na strychu cioci Ady. Gdy przedmiot budzi w nich niezwykłe moce, w domu zaczyna się coś, czego nie potrafią wyjaśnić.
Szymon i Lena byli pewni, że te wakacje będą długie, nudne i całkiem zwyczajne. Rodzice wysłali ich do cioci Ady, która mieszkała na skraju miasta, w starym domu z krzywą werandą, skrzypiącymi schodami i korytarzami, w których nawet cisza brzmiała jakoś dziwnie. Najciekawsze było jednak poddasze. Nikt tam prawie nie wchodził, a każde uchylenie drzwi pachniało kurzem, drewnem i sekretami.
Tego popołudnia deszcz bębnił o szyby tak mocno, jakby chciał dostać się do środka. Szymon, który nigdy nie umiał usiedzieć spokojnie, wskazał schody prowadzące na górę.
Lena skrzywiła się, ale ciekawość już łapała ją za rękaw. Wspięli się ostrożnie po stromych schodach, omijając pajęczyny i pudełka opisane wyblakłym pismem. Na poddaszu panował półmrok. Pod dachem zalegały stare walizki, połamane ramki i stosy książek, które wyglądały, jakby czekały tu od całych lat.
W rogu Lena zauważyła małe drewniane pudełko. Było schowane pod stertą zakurzonych tomów, jakby ktoś specjalnie je ukrył. Otworzyła wieczko i zamarła.
W środku leżał kompas. Stary, ciężki, z matowego metalu, z igłą, która błysnęła niebieskim światłem, choć na strychu było ciemno.
Szymon odruchowo wziął go do ręki. W tej samej chwili coś cicho trzasknęło. Powietrze zadrżało, a kompas rozjarzył się mocniej, jakby obudził się po bardzo długim śnie.
Igła wirowała coraz szybciej, aż w końcu zatrzymała się z cichym kliknięciem. I wtedy oboje usłyszeli głos. Nie z korytarza. Nie z klatki schodowej. Z kompasu.
Lena cofnęła się o krok, ale zaraz poczuła coś jeszcze dziwniejszego. Po drugiej stronie szafy, za grubą deską i warstwą kurzu, dostrzegła cień małego pudełka, którego nie powinno tam być. Z kolei Szymon wyciągnął rękę i z niedowierzaniem patrzył, jak z rozgrzebanego stosu książek sama wysuwa się metalowa klamra.
Kompas zajaśniał drugi raz, a jego igła wyraźnie wskazała wąskie drzwi na końcu poddasza, schowane dotąd za wiszącymi płachtami materiału. Zza nich dochodził słaby, głuchy dźwięk, jakby ktoś powoli stawiał kroki po drewnie.
Szymon i Lena spojrzeli na siebie. Potem na drzwi.
I wtedy za zamkniętym wejściem coś się poruszyło.