Zuzia znajduje w ogrodzie lśniący kamyk i odkrywa, że potrafi zaskakująco dużo. Gdy zapada wieczór, za dębem pojawia się coś dziwnego i zbliża się coraz wolniej.
Zuzia mieszkała w małym żółtym domku z niebieskim dachem. W jej ogrodzie rósł wielki dąb, a pod nim zawsze kryły się najlepsze skarby do zabawy. Tego popołudnia Zuzia biegała po trawie z Puszkiem, swoim kotkiem, i śmiała się, gdy chlapała po małych kałużach po podlewaniu kwiatów.
Nagle coś błysnęło pod drzewem. Zuzia przystanęła. Pochyliła się i odsunęła liście, a potem aż wstrzymała oddech. Leżał tam mały kamyk, fioletowy jak śliwka, a jednak migotał zielenią, błękitem i złotem, jakby miał w środku schowaną tęczę.
Zuzia wzięła go do dłoni. Kamyk był ciepły i lekko łaskotał ją w palce. Puszek nastroszył ogon i spojrzał na gałęzie. Nagle zapiszczał cicho. Siedział tam wysoko na pniu, za wysoko, żeby sam zeskoczyć.
Zuzia podniosła wzrok. Serce zabiło jej szybciej. Potem spojrzała znów na kamyk. Przez chwilę nic się nie działo, aż nagle jej dłonie rozjarzyły się miękkim światłem. Zuzia aż zamrugała.
„Ojej... ja świecę!” szepnęła, a potem uśmiechnęła się szeroko.
Wyciągnęła ręce do Puszka. Delikatne światło otuliło kotka jak ciepły koc, a on zeskoczył prosto na trawę. Zuzia roześmiała się z radości, ale kamyk w jej dłoni zadrżał jeszcze mocniej.
Kiedy słońce schowało się za dachami, Zuzia wsunęła kamyk do kieszeni i wyszła jeszcze raz do ogrodu. Chciała sprawdzić, co potrafi. Wtedy za dębem coś się poruszyło. Cień był długi, ciemny i zupełnie nie wyglądał jak cień drzewa. Powoli wysunął się zza pnia i zaczął zbliżać się do Zuzi...