W deszczowe popołudnie troje przyjaciół trafia w starej bibliotece na przedmioty, które zaczynają mówić. To, co odkrywają między regałami, brzmi jak zapowiedź czegoś większego.
Kiedy padał deszcz, Zosia, Igor i Lena zawsze lądowali w miejskiej bibliotece. Stary gmach trzeszczał od wilgoci i wieku, a długie, ciemne regały ciągnęły się w głąb sali jak korytarze bez końca. Powietrze pachniało kurzem, mokrymi płaszczami i papierem, który pamiętał zbyt wiele.
Tego środowego popołudnia deszcz bębnił o szyby tak głośno, że bibliotekarka co chwila podnosiła wzrok znad biurka. Zosia krążyła przy półkach z fantastyką, Igor przeglądał komiksy, a Lena jak zwykle zapuszczała się tam, gdzie nikt poza nią nie miał cierpliwości zaglądać — do najstarszych tomów na samym końcu sali.
To właśnie tam zauważyła coś niepasującego do reszty. Jedna książka stała krzywo, jakby ktoś wsunął ją na półkę w pośpiechu, a obok leżał pęknięty piórnik, stary i wytarty, z zamkiem błyskawicznym zaciętym na pół drogi. Lena dotknęła go ostrożnie. Piórnik westchnął.
Lena cofnęła rękę tak gwałtownie, że strąciła kilka kartek. Szeleszcząc, rozlały się po podłodze jak przestraszone ptaki. Igor i Zosia podbiegli od razu, ale zanim Lena zdążyła cokolwiek wyjaśnić, z piórnika dobiegł cichy, wyraźny głos: „Wreszcie”.
Zamek błyskawiczny drgnął i rozchylił się sam. Z wnętrza wysunęły się dwa ołówki, które odezwały się do siebie z pretensją, jak starzy znajomi zamknięci zbyt długo w ciszy. Jeden z nich, chrapliwy i zdenerwowany, wskazał końcówką w stronę głębi biblioteki.
„Nie stójcie tak. Trzeci regał od drzwi. Tam zaczyna się problem” — powiedział.
Przyjaciele spojrzeli na siebie, a potem ruszyli między półki, zanim zdążyli się rozmyślić. Minęli kamienne popiersie Kopernika, kilka foteli, które zaskrzypiały pod ich ciężarem, i dotarli do wskazanego regału. Wtedy z najwyższej półki dobiegł ich krótki, gardłowy śmiech.
Igor wspiął się na palce i dotknął globusa stojącego pod sufitem. Mapa obróciła się z suchym zgrzytem, zatrzymała nagle i odezwała się głosem tak spokojnym, że aż niepokojącym: „Naprawdę chcecie wiedzieć, co ukrywa ta biblioteka?”
W tej samej chwili zgasło światło.