Szept ciszy w opuszczonej szkole

Trójka nastolatków wchodzi nocą do zamkniętej szkoły, gdzie każdy krok brzmi za głośno, a w ciemności czeka coś, czego nie da się wytłumaczyć.

Powietrze było ciężkie od wilgoci po deszczu, a asfalt przed dawną Szkołą Podstawową nr 7 błyszczał w świetle ulicznej latarni jak ciemne szkło. Zosia zatrzymała się przed dziurawym ogrodzeniem i spojrzała na budynek. Wysokie, puste okna wyglądały jak ślepe oczy. Od lat nikt tu nie wchodził. Po zawalonym suficie w sali gimnastycznej szkołę zamknięto i od tamtej pory opowiadano o niej tylko półgłosem, jakby samo jej nazwisko mogło ściągnąć kłopoty.

Michał przestąpił z nogi na nogę, wyciągnął z kieszeni latarkę i podał znak, że znalazł przejście w siatce.

– No dalej – szepnął. – Jak się teraz wycofamy, Kuba będzie się z nas śmiał do końca roku.

Lena tylko przewróciła oczami, ale Zosia widziała, że ona też jest spięta. Trzymała telefon w obu dłoniach, gotowa nagrać wszystko, zanim jeszcze postawią stopę na terenie szkoły.

– Kuba mówił, że w starej szatni ktoś się śmiał po zmroku – przypomniała cicho.

– Kuba mówi też, że widział ducha na przystanku – odburknął Michał, ale ściszył głos, jakby bał się, że ściany usłyszą.

Przecisnęli się przez rozchyloną siatkę jeden po drugim. Po drugiej stronie było jeszcze ciszej niż na ulicy. Cisza nie brzmiała tu jak spokój. Bardziej jak coś, co wstrzymało oddech. Zosia poczuła dreszcz na karku. Szkoła była ciemna, obdrapana, z tynkiem odpadającym płatami ze ścian. Przy wejściu wisiała przekrzywiona tabliczka z wyblakłym numerem budynku. Drzwi na parterze stały uchylone.

– To tylko stary gmach – mruknęła do siebie, bardziej po to, żeby uwierzyć niż kogoś uspokoić.

W środku uderzył ich chłód. Latarka Michała przecięła mrok i zatrzymała się na zakurzonym holu. Na podłodze leżały porozrzucane kartki, a z popękanych ścian spoglądały resztki szkolnych gazetek, dawno wyblakłych i odklejających się od korka. Gdzieś głębiej coś lekko stuknęło, jakby podłoga odpowiedziała im szeptem.

Lena odruchowo cofnęła się o krok.

– Słyszeliście?

Michał uniósł latarkę wyżej. Jej światło przesunęło się po korytarzu i na moment zahaczyło o tablicę przy sekretariacie. Na czarnej powierzchni, między starymi plakatami i śladami po kredzie, ktoś niedawno napisał jedno słowo: „wróć”.

Zosia poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Zanim zdążyła coś powiedzieć, z głębi budynku dobiegł cichy, przeciągły szelest. Latarka w ręku Michała zadrżała. Na ścianie, tuż obok nich, przesunął się cień, choć nikt nie stał w tym miejscu.