Szept spod lodowego fiordu

Eirik i Solveig podczas wyprawy wikingów trafiają na runiczny łańcuch na opuszczonej wyspie. To znalezisko prowadzi ich w miejsce, które nie powinno istnieć.

Mgła spływała z fiordu jak mokra wełna, zasłaniając brzegi i połykając masywne sylwetki drakkarów. Na opuszczonej wyspie Skjoldby rozłożyło obóz, choć nikt nie miał pewności, czy to jeszcze ląd, czy już tylko kamienista pułapka wyrwana morzu. Od tygodnia wyprawa szukała nowych terenów i łupów, a wraz z każdym dniem rosło napięcie, bo zapasy topniały szybciej niż nadzieja.

Eirik siedział na zwalonym pniu z toporkiem opartym o kolano i wpatrywał się w ciemniejący skraj lasu. Miał czternaście lat i za dużo odwagi jak na kogoś, kto wciąż musiał słuchać starszych. Obok niego Solveig, młodsza o rok, śledziła ruchy ludzi przy ognisku z miną kogoś, kto już dawno stracił cierpliwość do głupich pomysłów brata.

Nie czekali, aż noc całkiem zapadnie. Odeszli od obozu i ruszyli na północny kraniec wyspy, gdzie świerki rosły ciasno, a mchy przykrywały kamienie tak grubą warstwą wilgoci, jakby ziemia próbowała coś ukryć. W pewnej chwili Solveig przystanęła tak gwałtownie, że Eirik niemal na nią wpadł. Spod jej buta rozległ się cichy metaliczny zgrzyt.

W mchu połyskiwał fragment czegoś starego. Nie był to zwykły pierścień ani narzędzie. Metal był zimny jak lód i pokryty drobnymi runami, które zdawały się drżeć w mroku. Eirik odgarnął liście i zobaczył, że znalezisko ciągnie się dalej, w głąb ziemi, jak początek łańcucha znikającego pod skałami.

Za kamiennym załamaniem otwierała się wąska rozpadlina. Z jej wnętrza sączył się chłód, chociaż wiatr nagle ucichł. Eirik pochylił się, mrużąc oczy. Z ciemności dobiegł ledwo słyszalny szept, jakby ktoś wypowiadał słowa w dawnym języku, tuż pod powierzchnią ziemi.

Solveig zacisnęła palce na skórzanym pasku przy pasie.

Eirik nie odpowiedział od razu. Patrzył w szczelinę, a potem na łańcuch, który znikał pod kamieniami. Coś poruszyło się w głębi, powoli i ciężko, jakby obudziło się po bardzo długim śnie. Wtedy oboje zrozumieli, że nie znaleźli skarbu. To coś właśnie ich znalazło.