Troje nastolatków nocą schodzi pod opuszczony most, żeby sprawdzić miejską plotkę. W mgłach, szumie rzeki i dziwnym tunelu trafiają na coś, czego nie powinno tam być.
Kiedy zegar na ratuszu wybił północ, Lena miała już dosyć czekania. Mgła spływała na miasteczko jak mokry koc, tłumiąc światła latarni i zacierając kontury starych kamienic. Pod mostem nad wąską rzeką było jeszcze ciemniej.
Michał stał najbliżej zejścia na brzeg i tak mocno ściskał latarkę, że aż pobielały mu knykcie. Igor udawał, że się nie boi, ale co chwilę zerkał za siebie, jakby spodziewał się, że ktoś zaraz zawoła ich po imieniu.
Od tygodni cała szkoła mówiła o tym samym. Pod mostem miały być szepty. Czasem stukanie. Czasem cichy śmiech, który urywał się dokładnie wtedy, gdy ktoś odważył się podejść bliżej. Dorośli zbywali to wzruszeniem ramion, a starsi brali wszystko za głupie wymysły. Lena nie znosiła takich odpowiedzi.
No i gdzie te duchy? - mruknęła, bardziej do Igora niż do siebie.
Oby nigdzie - odpowiedział Michał.
Z dołu dobiegł ich szmer wody, a potem coś jeszcze. Ciche, przeciągłe tony, jakby ktoś nucił tuż pod przęsłem. Melodia była ledwie słyszalna, ale dziwnie znajoma. Lena zmarszczyła brwi. Igor też to usłyszał, bo nagle przestał oddychać.
Michał podniósł latarkę i zszedł pierwszy po śliskich kamieniach. Lena ruszyła za nim, a Igor po chwili dołączył niechętnie, oglądając się przez ramię na ciemny łuk mostu. Pod spodem pachniało mułem i rdzą. Woda obijała się o filary z taką regularnością, jakby odliczała czas.
Wtedy latarka Michała przecięła mrok i zatrzymała się na czymś, czego nie powinno tam być.
W murze, częściowo zasłonięty przez zwisające korzenie, otwierał się niski tunel. Ciemny, wąski, wilgotny. Jak wejście do miejsca, które od lat czekało, aż ktoś je wreszcie znajdzie.
Lena podeszła bliżej. Na mokrych kamieniach błysnęły świeże ślady, jakby ktoś przeszedł tędy przed chwilą. W tej samej sekundzie z wnętrza tunelu zamigotało blade światło.
Melodia ucichła.
Zastąpił ją szept.
Najpierw jeden, potem drugi, aż całe wnętrze tunelu zdawało się oddychać cudzym głosem.
Lena zrobiła krok naprzód, nie odrywając wzroku od ciemności. I wtedy z mroku wyłonił się czyjś zarys - powoli, bezszelestnie, prosto w ich stronę.