Wiktor zostaje sam w szkolnej bibliotece podczas burzy i słyszy, jak książki zaczynają mówić. Jedno ostrzeżenie wystarczy, by zwykły dyżur zamienił się w coś niepokojącego.
Wiktor nienawidził wieczornych dyżurów w szkolnej bibliotece. Po zmroku wszystko tu brzmiało inaczej: pęknięte okno świstało lodowatym przeciągiem, stare szafy jęczały przy każdym podmuchu, a burza za szybami co chwilę rozjaśniała półmrok ostrym, białym błyskiem.
Tego wieczoru bibliotekarka, pani Kaczmarek, wyszła tylko na chwilę, żeby zamknąć drzwi wejściowe. Albo tak powiedziała. Wiktor był pewien, że po drodze zahaczyła jeszcze o pokój nauczycielski po kolejną herbatę. Został sam przy regale z fantastyką, z nosem w starym tomie opowiadań, który pachniał kurzem i czymś jeszcze, czymś suchym i metalicznym, jak stara klamra.
Wtedy usłyszał szept.
Był tak cichy, że mógł go wziąć za własny oddech, gdyby nie to, że słowa zabrzmiały tuż przy jego uchu.
„Nie otwieraj.”
Wiktor zesztywniał i odłożył książkę tak gwałtownie, że niemal spadła z kolan. Przez sekundę wpatrywał się w półki, czekając, aż ktoś wybuchnie śmiechem i wyjdzie zza regału. Nic takiego się nie stało. Za to obok niego rozległ się krótki, chrapliwy chichot, jakby ktoś świetnie się bawił jego przerażeniem.
Spojrzał na tom oparty o krzesło. Skórzana okładka lekko drgnęła.
Wiktor przełknął ślinę i zrobił krok bliżej. Na zakurzonej oprawie przesunął się ślad, jakby niewidzialne palce przeciągnęły po niej po ciemku. Chłopak wyciągnął rękę, ale książka otworzyła się sama, z suchym szelestem kartek. Z jej wnętrza popłynął głos, niższy od pierwszego, spokojny i dziwnie pewny siebie.
„Jeśli nie chcesz poznać prawdy, odejdź teraz. Jeśli chcesz ją usłyszeć, nie cofaj się, kiedy zgaśnie światło.”
Żarówka zamrugała raz, potem drugi.
Wiktor odruchowo zacisnął palce na oparciu krzesła. Gdzieś między regałami coś ciężkiego przesunęło się po podłodze. Kiedy światło zgasło całkiem, biblioteka zapadła w ciemność tak głęboką, że aż bolała w oczach. Chwilę później po drugiej stronie sali błysnęło blade, niebieskie światło, a z mroku wyłonił się wysoki cień, którego Wiktor nie potrafił rozpoznać.
I wtedy wszystkie książki naraz wyszeptały jego imię.