Szepty z Biblioteki Miejskiej

Lena, Igor i Wiktor po zmroku trafiają w starej bibliotece na książkę, której nie powinno tam być. Chwilę później między regałami pojawia się coś ukrytego od lat.

Było już dobrze po dziewiętnastej, kiedy Lena, Igor i Wiktor wsunęli się bocznym wejściem do Miejskiej Biblioteki. W dzień pachniała kurzem, papierem i ciszą. Po zmroku zmieniała się w coś znacznie mniej spokojnego: długie cienie pełzły po podłodze, regały zdawały się stać ciaśniej, a każdy krok brzmiał, jakby ktoś stawiał go tuż za plecami.

Dla nich było to najlepsze miejsce w mieście. Nikt nie zaglądał im przez ramię, nikt nie pytał, czemu znowu nie wrócili prosto do domu. Tego wieczoru czekali tylko na jedno: aż pani Teresa skończy obchód i zostawi na chwilę uchylone przejście przy magazynie. Jak zwykle.

— Szybko — szepnęła Lena, kiedy minęli czytelnię i skręcili do działu historii.

Wiktor, który zawsze udawał odważniejszego, niż był, pierwszy wyciągnął telefon, żeby doświetlić półki. Igor szedł zaraz za nim, rozglądając się z tą swoją przesadną ostrożnością, jakby biblioteka mogła w każdej chwili odpowiedzieć na jego spojrzenie. Lena nie patrzyła na nich. Zatrzymała się nagle przed jednym z regałów.

Między grubymi tomami, głęboko wciśnięta w cień, tkwiła książka bez numeru katalogowego. Jej okładka była popękana i tak zakurzona, jakby nikt nie dotknął jej od lat. Tytuł dało się odczytać dopiero po przetarciu rękawem: „Niewypowiedziane Opowieści Miasta”.

— Nigdy jej tu nie widziałam — powiedziała Lena cicho.

Igor pochylił się nad jej ramieniem. — To chyba nie jest normalne.

Nie zdążyli się nawet roześmiać. Kiedy Lena dotknęła grzbietu, książka zadrżała pod palcami, jakby coś uwięzionego w środku obudziło się i próbowało wydostać. Na zniszczonej skórze, tam gdzie przed chwilą nie było nic, pojawił się blady napis: „Tylko dla odważnych”.

Wiktor cofnął się o krok. — Może jednak… nie tutaj?

Ale Lena już otwierała okładkę.

Powietrze przecięło długie, ciche westchnienie, tak równe i zimne, że wszyscy troje zesztywnieli. Światła nad ich głowami przygasły. Gdzieś między regałami coś zaszurało, a potem zamilkło.

Strony książki same zaczęły się przewracać, jedna po drugiej, aż zatrzymały się na ilustracji przedstawiającej znajomą czytelnię. Tyle że na rysunku za regałem, przy którym stali, widniały wąskie drzwi z matowego drewna. Drzwi, których w rzeczywistości nigdy tu nie było.

— To ma być plan biblioteki? — szepnął Igor, pochylając się bliżej.

W tej samej chwili z końca korytarza dobiegł ich cichy stukot. Jeden krok. Potem drugi. Powolne, ostrożne, zbyt równe, by należeć do przypadkowej osoby.

Lena zamknęła książkę tak gwałtownie, że kurz uniósł się w powietrzu. Przez ułamek sekundy panowała cisza. A potem za regałem, tam gdzie powinna być tylko ściana, zapaliło się blade światło.