Czwórka nastolatków zakrada się do starego internatu szkoły im. Jana Karskiego. Za zamkniętymi drzwiami pokoju 13 czeka coś, co nie chce zostać odnalezione.
Szkoła im. Jana Karskiego po zmroku wyglądała jak miejsce, które samo wstrzymuje oddech. Ostatni autobus już odjechał, korytarze przygasły, a w oknach starego internatu odbijało się tylko blade światło latarni. Właśnie wtedy Wojtek dał znak ręką, żeby się nie ruszać.
Czwórka nastolatków stała ukryta pod schodami, wsłuchując się w pustkę. Wojtek był pierwszy do ryzyka, Bartek pierwszy do wahania, Ola pierwsza do zadawania pytań, a Magda pierwsza do tego, żeby iść mimo strachu. Nikt z nich nie chciał tego przyznać, ale kiedy patrzyli na ciemny budynek internatu, każdy czuł ten sam nieprzyjemny dreszcz.
Mówiono o komnacie numer 13 od lat. O pokoju, który zamknięto po zniknięciu uczennicy w 1978 roku. O tym, że nikt nie odważył się tam wrócić, choć ktoś czasem przysięgał, że nocą słychać spod drzwi szelest kroków i czyjś szept. Tego wieczoru drzwi były nadal zamknięte, ale kłódka wisiała krzywo, jakby ktoś próbował ją przeciąć świeżym ostrzem. Na klamce, ciasno zawiązana, wisiała czerwona wstążka.
Bartek otworzył usta, lecz żaden dźwięk nie wyszedł z jego gardła. Wojtek podszedł pierwszy i dotknął wstążki. W tym samym momencie zza drzwi dobiegł ich cichy głos: „Zostaw to…”.
Ola odskoczyła tak gwałtownie, że uderzyła plecami o ścianę. Magda spojrzała na Wojtka, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, po korytarzu przesunął się drugi szept, bliższy i wyraźniejszy: „Kto tam jest?”.
Wojtek przyłożył latarkę do szczeliny pod drzwiami. Wąski pasek światła przeciął ciemność, odbił się od czegoś tuż po drugiej stronie i na ułamek sekundy zamigotał na czymś, co wyglądało jak para otwartych oczu. Potem telefony wszystkich naraz zaczęły migać, a latarki zgasły.
W ciemności rozległ się ciężki odgłos kroków. Tym razem nie zza drzwi.
Tylko coraz bliżej nich.