Lena, studentka historii sztuki, schodzi nocą pod bibliotekę Jagiellońską i trafia na krąg, który nie powinien istnieć. Kiedy drzwi zatrzaskują się za nią, magia budzi się naprawdę.
Noc nad Krakowem miała własny oddech. Mokry bruk na Sławkowskiej odbijał światła latarni, a tramwaje przecinały ciszę metalicznym jękiem, jakby miasto nie chciało jeszcze zasnąć. W bibliotece Jagiellońskiej panował ten sam stary, ciężki spokój, który zwykle koił Lenę, a tamtej nocy tylko ją niepokoił. Zamiast wracać do niedokończonego eseju, szła między regałami szybciej, niż zamierzała, z uczuciem, że coś od dawna czeka właśnie na nią.
Była na ostatnim roku historii sztuki i zbyt dobrze znała się na legendach, żeby brać je za zwykłe ozdoby dawnych ksiąg. Podziemia biblioteki, zamknięte dla studentów, nie powinny jej interesować. A jednak kiedy znalazła drzwi uchylone o szerokość dłoni, nie cofnęła się. Chłodny przeciąg otarł się o jej twarz, a stary zawias jęknął tak cicho, jakby sam bał się zdradzić, że ją wpuścił.
Schody w dół były węższe, niż pamiętała z planów budynku, i wilgoć osiadała na ścianach drobnymi kroplami. Lena włączyła latarkę w telefonie, a snop światła przeciął ciemność i zatrzymał się na środku sali. Tam, na posadzce, płonął szkarłatny krąg. Nie był namalowany ani wyryty. Wyglądał, jakby został wydmuchany z żaru, który nie zdążył jeszcze zgasnąć. Wokół niego wiły się znaki podobne do run, zbyt regularne, by mogły być przypadkowe. Powietrze drżało, gęste od czegoś, czego Lena nie potrafiła nazwać.
Zrobiła krok bliżej i wtedy drzwi za jej plecami zatrzasnęły się z hukiem. Telefon zadrżał w jej dłoni. W samym środku kręgu przeskoczyły iskry, a z mroku wynurzyła się postać młodego mężczyzny w czarnej pelerynie, z haftem przypominającym splot węży. Trzymał w rękach starą księgę, jakby wynosił ją z miejsca, którego nie wolno było ruszać. Uniósł głowę. Jego srebrne oczy zatrzymały się na Lenie bez cienia zaskoczenia.
"Wreszcie" - powiedział cicho, a jego głos przeszył salę jak zimny dźwięk dzwonu. "Myślałem, że krąg wyczuł cię wcześniej."
Lena poczuła, że pod stopami przechodzi ledwie uchwytne drżenie. Szkarłatny znak rozjarzył się mocniej, a strona starej księgi w dłoniach nieznajomego sama przewróciła się na następny rozdział. Na papierze, w świetle telefonu, pojawiło się jej nazwisko.