Siedemnastoletnia Lena trafia do Szklanego Lasu, gdzie magia miesza się z rzeczywistością, a każdy cień może okazać się pułapką albo zaproszeniem.
Deszcz wisiał w powietrzu jak niespełniona groźba, kiedy Lena szła pustą ulicą na skraju miasta. Znała tę dzielnicę na pamięć, a jednak tej nocy coś kazało jej skręcić w wąską alejkę, której nie powinno tu być. Między wilgotnymi murami błysnął stary szyld: „Pod Zegarem”.
Antykwariat wyglądał tak, jakby od lat nikt go nie otwierał. Zakurzone książki w witrynie stały ciasno jak cudzysłowy wokół cudzych sekretów. Lena już miała minąć drzwi, kiedy zobaczyła na chodniku mały srebrny klucz. Leżał dokładnie w plamie światła, jakby ktoś położył go tam specjalnie dla niej.
Schyliła się i podniosła go bez namysłu. Metal był lodowaty, aż poczuła ukłucie w palcach. W tej samej chwili drzwi antykwariatu uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Nie zobaczyła żadnej ręki, żadnego ruchu, tylko ciemność w środku i zapach starych ksiąg, pergaminu oraz czegoś jeszcze, ostrego i niemożliwego do nazwania.
Za ladą siedział mężczyzna o bladych dłoniach i oczach zbyt jasnych, by uznać je za zwyczajne. Nie pytał, czego Lena szuka. Jakby już wiedział.
„Masz klucz” powiedział. „To znaczy, że przyszłaś na czas. Albo za późno.”
Lena zacisnęła palce na zimnym metalu. Chciała zapytać, o co chodzi, ale mężczyzna sięgnął pod ladę i wysunął mapę. Papier połyskiwał słabo, jak mokra skóra, a linie rzek i lasów drżały, przesuwając się przed jej oczami.
„Szklany Las” powiedział. „Przejście jest za tymi drzwiami. Tylko nie ufaj wszystkiemu, co zobaczysz. Nawet jeśli będzie miało twoją twarz.”
Tylne drzwi otworzyły się same. Za nimi nie było uliczki ani podwórza, tylko las zbudowany ze szkła i światła. Pnie drzew lśniły jak przezroczyste kolumny, a każdy krok Leny rozbrzmiewał miękkim, dzwoniącym echem. Powietrze było chłodne, czyste i dziwnie napięte, jakby sam las wstrzymywał oddech.
Nie zdążyła zrobić więcej niż kilka kroków, gdy usłyszała szept. Cichy. Tuż za plecami.
Odwróciła się gwałtownie, ale nikogo nie było. Dopiero na skraju polany dostrzegła zarys postaci, ciemniejszy od cienia, a jednocześnie rozświetlony od środka bladym, drżącym blaskiem. Nie wyglądała jak człowiek. Bardziej jak coś, co dopiero próbowało przybrać ludzką formę.
Klucz w dłoni Leny stał się nagle ciężki jak kamień. Postać poruszyła się powoli w jej stronę, a potem cały Szklany Las odpowiedział na ten ruch cichym, groźnym brzękiem, jakby tysiące niewidzialnych szyb właśnie zaczynały pękać.