Kiedy szkolny autobus nagle zaczyna pędzić jak rajdówka, klasa 5b trafia w sam środek porannej przygody. Maciek i Maja szybko odkrywają, że z panem Gąsiorem nuda nie ma wstępu.
Maciek uważał, że w szkolnym autobusie najbardziej emocjonujące są tylko dwie rzeczy: walka o miejsce przy oknie i to, czy ktoś nie zapomni śniadania. Maja twierdziła, że to przesada, ale i ona tego wtorku nie spodziewała się niczego poza zwykłą drogą do szkoły.
Wszystko zmieniło się, gdy do autobusu wszedł nowy kierowca. Pan Gąsior miał żółte okulary w grubej oprawce, szeroki uśmiech i minę człowieka, który właśnie wpadł na pomysł, zanim ktokolwiek zdążył zapytać po co.
To „trochę inaczej” zabrzmiało Maciowi niepokojąco już na samym początku.
Autobus ruszył. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie: parujące szyby, plecaki z kanapkami, szepty o sprawdzianie z matmy i Kacper, który jak zwykle szukał czegoś do chrupania, choć lekcje jeszcze się nie zaczęły. Tyle że po chwili Maciek poczuł, że fotel delikatnie wciska go w plecy.
Maja spojrzała przez przednią szybę i zmrużyła oczy.
Z przodu rozległ się głos pana Gąsiora:
I wtedy autobus szarpnął tak ostro, że połowa klasy zsunęła się na jedną stronę, jakby ktoś przechylił cały pojazd na zakręcie. Z przodu rozległ się pisk opon. Potem jeszcze jeden. Na liczniku mignęły liczby, których Maciek nie chciał nawet czytać.
Ale autobus już skręcał.
Najpierw w prawo. Potem jeszcze raz. A po chwili, zamiast znajomej ulicy prowadzącej prosto do szkoły, za szybami pojawiły się drzewa, ławki i zdziwiona wiewiórka, która odskoczyła tak gwałtownie, jakby też miała zaraz spóźnić się na lekcje.
My chyba nie jedziemy do szkoły - powiedziała Maja.
Tylko na skróty! - zawołał z tyłu Kuba, który najwyraźniej uznał, że sytuacja jest świetna, bo wyciągnął z kieszeni mały megafon. - Proszę pasażerów o zachowanie spokoju! Kapitan Gąsior prowadzi pojazd przez strefę przygody!
Jaki kapitan? - syknęła Maja.
Maciek chciał odpowiedzieć, ale właśnie wtedy autobus wypadł zza krzaków i wyjechał na szeroką polanę, na której jeszcze wczoraj nie było nic poza trawą. Teraz stał tam ogromny dmuchany hipopotam, kilka kolorowych flag i coś, co wyglądało jak wejście do wesołego miasteczka, tylko bez kas biletowych, za to z dzwonkami i migającą tablicą.
Na niebieskim namiocie wisiał napis: „DZIŚ TYLKO TU - WIELKA PRZYGODA!”
Autobus zahamował tak nagle, że wszyscy przelecieli lekko do przodu, a tornister Maćka uderzył go w kolana.
Drzwi otworzyły się z sykiem.
Pan Gąsior odwrócił się przez ramię i uśmiechnął się tak tajemniczo, jakby właśnie wygrał zakład, o którym nikt poza nim nie wiedział.
Dzieci spojrzały po sobie.
I wtedy z wnętrza namiotu dobiegł dziwny dźwięk, jakby ktoś właśnie uruchomił coś bardzo dużego, bardzo metalowego i zupełnie niepasującego do zwykłej drogi do szkoły...