Szkoła na kółkach i zagadkowy dyrektor

Kacper, Ola i Michał trafiają do dziwnej szkoły, która zamiast stać w miejscu, jedzie prosto w stronę lasu, a jej dyrektor zaczyna mówić o tajemniczej paczce.

Pierwszy września i tak był dla Kacpra wystarczająco zły, ale kiedy zobaczył nową szkołę, uznał, że ktoś chyba przesadził z żartem. Budynek rzeczywiście stał na ogromnych, żółtych kołach.

Przed wejściem kłębił się tłum uczniów. Jedni robili zdjęcia obdrapanej tablicy z napisem: SZKOŁA PODSTAWOWA NR 11 IM. KOSMICZNYCH ODKRYWCÓW, inni patrzyli na nią tak, jakby za chwilę miała sama odjechać. Kacper szturchnął Michała.

Michał uniósł brwi.

Ola parsknęła śmiechem, ale wtedy drzwi otworzyły się z metalicznym jękiem. Na górnym stopniu stanął wysoki mężczyzna w cylindrze. Na uszach miał coś, co wyglądało jak antenki zrobione z patyczków po lodach i srebrnej folii. Machał do nich z taką dumą, jakby właśnie wynalazł rower na księżyc.

Ktoś z tyłu szepnął: - On mówi serio?

Dyrektor jakby usłyszał, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej.

Kacper poczuł, że śmiech utknął mu gdzieś w gardle. Zanim zdążył zapytać, co to niby znaczy, szkoła zadrżała, syrena zawyła przeciągle i cały budynek ruszył do przodu. Korytarz przechylił się lekko, ktoś krzyknął, a w głośnikach trzasknęło.

Sygnał nagle ucichł.

W tym samym momencie szkoła skręciła ostro, a przez okna Kacper zobaczył, że jedzie prosto w stronę ciemnego lasu za miastem.