Szkoła na opak, czyli dzień z życia klasy 2C

Kiedy w Gimnazjum nr 17 zaczyna pachnieć brokułami, Alan, Karolina i Igor trafiają w sam środek lekcji, która bardzo szybko wymyka się spod kontroli.

Dzień w Gimnazjum nr 17 miał zacząć się zwyczajnie. W praktyce oznaczało to tylko tyle, że ktoś już od rana biegł, ktoś inny gubił rzeczy, a Alan zdążył niemal skręcić sobie palce na sznurowadłach, które znowu zawiązały się same w nocnym, głupim żarcie losu. Wpadł do klasy 2C sekundę przed dzwonkiem i od razu zobaczył Karolinę, która patrzyła na świat z miną człowieka skazanego na kolejną dziwną lekcję, oraz Igora, który jak zwykle wyglądał tak, jakby już zdążył policzyć wszystkie możliwe katastrofy.

Tego dnia w szkole unosił się zapach brokułów. Nie delikatny, nie domyślny, tylko bezczelny, ciężki aromat zupy, który wciskał się do nosa i od razu odbierał chęć do życia. Z korytarza dobiegały urywane komentarze, że to pewnie znowu pan Żukowski coś kombinuje. Nauczyciel chemii miał reputację człowieka, który potrafił zamienić zwykłą lekcję w pokaz, po którym wszyscy wracali do domu z pytaniem, czy szkoła przypadkiem nie ma własnej osobowości.

Igor tylko zmrużył oczy. Miał ten swój wyraz twarzy, który oznaczał: „jeśli zaraz coś wybuchnie, chcę być pierwszy przy wyjściu”. Nie zdążył jednak nawet ruszyć krzesłem, bo drzwi otworzyły się z hukiem i do klasy wszedł pan Żukowski w fartuchu, z którego sterczała mu zielona gałązka brokułu. Pchał przed sobą ogromny garnek, a z jego wnętrza sączył się cienki, zielonkawy dym.

Postawił garnek na środku klasy, wyjął z kieszeni długą pipetę i uśmiechnął się tak, jakby właśnie wymyślił coś, z czego nikt poza nim nie będzie się cieszył.

Igor odsunął krzesło o kilka centymetrów. Alan zauważył, że Karolina przestała mrugać, a powietrze nagle zrobiło się cięższe. Zielony dym zgęstniał, światło nad tablicą zamigotało, po czym na białej powierzchni pojawiły się litery, których wcześniej tam nie było:

BROKUŁOWY TEST
TYLKO DLA NAJODWAŻNIEJSZYCH

Pan Żukowski spojrzał na klasę z wyraźnie zbyt zadowoloną miną.

W tym samym momencie z garnka dobiegł cichy bulgot, który brzmiał bardzo podejrzanie jak śmiech.