Lena dostaje od nieznajomego srebrny klucz i trafia do szkoły ukrytej w starym lustrze. Za każdymi drzwiami czeka coś innego, a ktoś najwyraźniej wiedział, że przyjdzie.
Tego dnia Lena wracała ze szkoły wolniej niż zwykle. Powietrze było ciężkie od deszczu, który jeszcze nie spadł, ale już wisiał nad miastem jak groźba. Szła z opuszczoną głową, gdy mijała antykwariat na rogu ulicy i zauważyła w szybie mężczyznę w długim płaszczu. Trzymał w palcach niewielki srebrny klucz. Nie odwrócił wzroku. Uśmiechnął się tak, jakby właśnie na nią czekał.
Zatrzymała się przed wejściem. Chciała przejść dalej, ale coś w tym spojrzeniu nie pozwoliło jej ruszyć z miejsca. Po chwili drzwi antykwariatu otworzyły się same i z wnętrza wypłynął chłodny, stęchły zapach papieru, kurzu i starej skóry. W środku panował półmrok, a półki uginały się od książek z popękanymi grzbietami i tytułami, których Lena nie potrafiła nawet przeczytać.
Mężczyzna podszedł bezszelestnie. Z bliska wyglądał jeszcze dziwniej niż przez szybę: miał ciemne oczy, spokojny głos i twarz, której nie dało się zapamiętać, choć patrzyło się na nią z bliska.
– Ten klucz jest dla ciebie, Leno – powiedział, jakby oznajmiał pogodę. – Otworzy tylko jedno miejsce. Znajdziesz je w domu. Nie szukaj drzwi. Szukaj odbicia.
Zanim zdążyła zapytać o cokolwiek, wcisnął jej klucz do dłoni. Był ciężki, zimny i pokryty drobnym wzorem przypominającym pajęczą sieć. Lena wyszła z antykwariatu z uczuciem, że ktoś obserwuje ją z każdego okna po drodze, ale nie odwróciła się ani razu.
W domu od razu poszła do holu. Klucz ciążył jej w kieszeni, jakby był czymś więcej niż zwykłym metalem. Wyjęła go dopiero przed starym lustrem wiszącym nad komodą. Tafla szkła odbiła jej twarz, a potem drgnęła, jak powierzchnia wody poruszona wiatrem. Srebrny wzór na kluczu rozbłysnął.
Lena wstrzymała oddech. Uniosła klucz i dotknęła nim lustra. Szkło zafalowało, rozstąpiło się bez dźwięku i wciągnęło ją do środka.
Po drugiej stronie wszystko było podobne do jej świata, ale bardziej intensywne, jakby kolory nagle odzyskały oddech. Korytarze ciągnęły się w głąb budynku, a z każdej strony prowadziły do nich drzwi różnej wielkości, pomalowane na inne barwy, ozdobione symbolami i błyskającymi zawiasami. W powietrzu unosiły się szepty, śmiech i ciche trzaski magii. Nad wejściem wisiał drewniany szyld: Szkoła po Drugiej Stronie Lustra.
Lena zrobiła krok do przodu, próbując zrozumieć, gdzie właściwie trafiła, kiedy za jej plecami rozległ się czyjś głos:
– Spóźniłaś się na lekcję magii, Leno.
Odwróciła się gwałtownie. Na końcu korytarza stała dziewczyna z zielonymi włosami, machając do niej tak swobodnie, jakby znały się od lat. Zanim Lena zdążyła odpowiedzieć, najbliższe drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a inne zaczęły otwierać się jedno po drugim. Z jednych wypłynęła mgła, z innych wyleciały świetliste motyle, a za ostatnimi stanęła wysoka postać w płaszczu wyszytym srebrnymi runami.
Wtedy klucz w dłoni Leny zrobił się gorący.