Szkoła pod Drzewem Szeptów

W szkole pod wielkim drzewem Lena, Filip i Zosia słyszą tajemniczy dźwięk z sali muzycznej. Drzwi skrzypią, a w środku coś zaczyna szeptać.

Poranek był jasny i cichy. Nad Szkołą pod Drzewem Szeptów świeciło miękkie słońce, a wielkie gałęzie rzucały na dziedziniec ruchliwe cienie.

Lena, Filip i Zosia przyszli do klasy pierwszej wcześniej niż zwykle. Nie mogli się doczekać lekcji rysunku. Zamiast pobiec prosto do sali, zatrzymali się jednak przy drzwiach sali muzycznej.

Bo stamtąd dochodził dziwny dźwięk.

Nie był to zwykły stuk ani brzdęk. Raczej cichutki śmiech, lekki jak dzwoneczki. Lena przyłożyła ucho do drzwi.

– Słyszycie? – wyszeptała.

Filip szeroko otworzył oczy. – To chyba nie pani Basia.

– Pani Basia jeszcze nie przyszła – przypomniała Zosia i zmarszczyła brwi.

Dzieci spojrzały na siebie, a potem ostrożnie uchyliły drzwi. Sala była pusta. Krzesła stały równo przy ścianach, pianino milczało, a jednak ten drobny, migoczący dźwięk płynął dalej, jakby chował się gdzieś pod sufitem.

– Może coś leży na parapecie? – szepnęła Lena.

Filip zrobił krok do przodu. W tej samej chwili podłoga cicho jęknęła, a z wnętrza sali popłynął jeszcze wyraźniejszy szept.

I nagle coś w ciemniejszym kącie pianina cichutko błysnęło.