Lena, Wiktor i Zosia znajdują ukryte przejście pod szkołą. W środku ich emocje zaczynają działać naprawdę, a korytarz reaguje na każdy ruch.
Była pierwsza środa października, a deszcz walił w okna liceum nr 8 tak mocno, jakby chciał je wybić od środka. Lena, Wiktor i Zosia kucali pod schodami, w swoim zwykłym miejscu, gdzie nikt nie zadawał pytań i można było przez chwilę odetchnąć. Tylko że dziś żadne z nich nie umiało naprawdę odetchnąć.
Wiktor chodził od rana jak nabuzowany, byle drobiazg doprowadzał go do szału. Lena miała w głowie tylko jutrzejszy sprawdzian i czuła, jak stres zaciska jej gardło. Zosia siedziała cicho, z czerwonymi oczami po rozmowie z rodzicami, i udawała, że wszystko jest w porządku, ale jej drżące palce zdradzały ją lepiej niż słowa.
Przy starej kratce wentylacyjnej, zarośniętej kurzem i dawno zapomnianej przez wszystkich, Zosia cofnęła nogę za późno. Metal zgrzytnął, potem odskoczył z głuchym hukiem i runął na posadzkę. Pod nim odsłonił się wąski otwór prowadzący w dół.
Przez chwilę nikt się nie poruszył.
Lena pierwsza pochyliła się nad krawędzią. W ciemności migotało coś bladym, zielonym światłem.
Widzicie to? - szepnęła. - Tam naprawdę coś świeci.
Pewnie stara piwnica - mruknął Wiktor, ale już klękał obok niej. W jego głosie była zadziorność, której nie dało się pomylić z odwagą.
Zosia cofnęła się o krok. - Może lepiej nie...
Lena wyjęła telefon i włączyła latarkę. Po sekundzie wszyscy trzej zsunęli się do środka, zanim strach zdążył ich zatrzymać.
Wylądowali w wąskim korytarzu pod szkołą. Ściany były wilgotne, cegły połyskiwały dziwnym szmaragdowym blaskiem, a powietrze miało ciężar czegoś, czego nie dało się nazwać. Nie pachniało tylko starym tynkiem i kurzem. Pachniało też ich nastrojami. Złością Wiktora. Napięciem Leny. Smutkiem Zosi.
Wiktor zrobił krok naprzód i światło nad nim zadrżało. Lena poczuła nagłe ukłucie niepokoju, choć nikt nic nie powiedział. Zosia dotknęła ściany i odskoczyła, kiedy pod jej dłonią przebiegła cienka błękitna smuga, jakby kamień odpowiedział na jej dotyk.
Wtedy coś zatrzeszczało za ich plecami.
Wejście zniknęło.
W miejscu otworu została tylko gładka ściana, a w ciemności przed nimi zapłonęły szmaragdowe litery, składające się w słowo, którego żadne z nich nie potrafiło odczytać. Z głębi tunelu dobiegł ich cichy płacz. Po chwili dołączył do niego śmiech, stłumiony i zbyt bliski, jakby ktoś stał tuż za rogiem.
Wiktor wstrzymał oddech. Lena zacisnęła palce na telefonie. Zosia spojrzała w mrok i poczuła, jak coś w niej odpowiada temu miejscu jeszcze zanim zdążyła zrozumieć, co właściwie usłyszeli.