Ada i Max odkrywają pod szkolną łazienką sekretne przejście prowadzące do lśniącej groty, w której coś zaczyna się poruszać.
Ada nie umiała przejść obojętnie obok żadnej zagadki. Kiedy w łazience starej szkoły przy ulicy Wiśniowej zauważyła cienkie pęknięcie w kafelkach, od razu zwolniła krok. Od kilku dni unosił się tam też dziwny, mocny zapach mięty, jakby ktoś ukrył pod podłogą całą hurtownię pasty do zębów.
Po lekcjach wróciła tam z Maxem. On udawał, że przyszedł tylko z ciekawości, ale Ada znała go zbyt dobrze, żeby uwierzyć w taki spokój. Objął wzrokiem pusty korytarz, potem przykucnął przy ścianie.
— Słyszysz to? — szepnęła Ada.
Max zmarszczył brwi. Z dołu naprawdę dobiegał cichy szum, a pod nim coś jeszcze: miękkie stukanie, jakby setka malutkich szczoteczek maszerowała w równym rytmie. Ada przyłożyła palce do pęknięcia. Kafel drgnął.
Następny moment wydarzył się tak szybko, że Max tylko wciągnął powietrze. Jedna płytka odchyliła się na bok i odsłoniła wąski otwór, z którego wypłynęło zielonkawe światło. Ada wsunęła dłoń do środka. Coś było tam chłodne, miękkie i lekko lepkie.
— Ada... — wyszeptał Max.
Ale ona już zsunęła się pierwsza do tunelu, a za nią, po krótkim wahaniu, Max. Przeszli kilka kroków na czworakach i nagle tunel otworzył się przed nimi w jasną, lśniącą grotę. Ściany mieniły się bielą, jakby były zrobione z mokrej pasty do zębów, a w powietrzu unosiła się świeża mięta. Wokół migotały maleńkie postacie z żelowych kropelek, z włosami podobnymi do szczoteczek i zielonymi oczami jak szklane paciorki.
Jedna z nich podbiegła prosto do A dy, zatrzymała się tylko na sekundę i uniosła ręce.
— Wreszcie jesteście — powiedziała cienkim głosem. — Potrzebujemy was, zanim wróci Książę Próchnik.
Max otworzył usta, ale nie zdążył nic powiedzieć. Z głębi groty dobiegło ciężkie dudnienie, ściany zadrżały, a potem rozległ się niski, chrapliwy śmiech, który odbił się echem od wszystkich jasnych korytarzy.